Tekst próbny

niedziela, 13 lipca 2014

rozdział 2.

Pierwszy rozdział za nami. A już w niecały dzień po opublikowaniu rozdziału - przekroczyliśmy 40 tysięcy wyświetleń. Nawet nie wiecie jak to cieszy autora. Dzięki temu chce się dalej pisać! A w dzisiejszym rozdziale - wracamy do czasów sprzed wojny! Za poprawienie rozdziału bardzo dziękuję niezastąpionej Marcie. Gdyby nie Ty to nie wiem czy dalej pisałabym to opowiadanie.

[soundtrack]







czwartek, 10 lipca 2014

rozdział 1.

Dzień dobry! Wiem, trochę mam poślizg. Dwa dni. Całe dwa dni. Ale już jestem i teraz będę, mam nadzieję, grzeczna. Rozdział pierwszy lekko zedytowany przeze mnie, no i poprawiony przez moją niezastąpioną Martę, której kłaniam się w pas, bo odkąd jej powiedziałam, że wracam do Was i chcę od nowa zacząć wrzucać rozdziały tak mnie atakowała na facebooku, że wreszcie się ugięłam i wysłałam jej pierwszy rozdział. A ona potrzebowała na to niecałego dnia, by go poprawić i odesłać do mnie! I tak oto jest! I jestem ja, równo dwa lata i dwa dni od założenia bloga.
Ostrzeżenie mam takie, że pojawia się drobna, bardzo drobna erotyka.
Ale już przestaję ględzić i zapraszam na rozdział!





Wychodząc z zamku czuła zarówno ulgę jak i niewyobrażalny strach. Budynek był zniszczony, wiele ścian nie wytrzymało naporu silnych zaklęć i zawaliło się, przy okazji zabijając dziesiątki ludzi, zarówno tych dobrych jak i tych złych. To, co przez wiele miesięcy było tylko koszmarem sennym, w końcu pojawiło się również na jawie. Dla wielu ten dzień był najgorszym w całym życiu. Strach o bliskich, lęk o własne życie. Nie tak miało wyglądać życie w świecie magii.

Dziewczyna z burzą brązowych loków wpatrywała się w pobojowisko z mieszaniną bólu i ulgi. Nienawidziła tego wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, choć były jednak chwile, które przypominała sobie z największą rozkoszą. Te miesiące ciągłego strachu o przyszłość, nie tylko własną, ale i bliskich, były bardzo trudne w jej życiu, ale wiedziała, że teraz w końcu wszystko może być tak, jak powinno. Przymknęła oczy, by nie patrzeć na zawalone mury zamku, zniszczone zbroje i leżące martwe ciała. Nie tylko ludzi, ale istot magicznych. Śmierciożercy, członkowie Zakonu Feniksa, olbrzymy, centaury i, co sprawiało dziewczynie największy ból, dzieci. Uczniów Hogwartu było niewielu, ale mimo wszystko to bolało najbardziej. Byli młodsi od niej, mieli rodziny i swoich przyjaciół, plany na przyszłość i całe życie przed sobą, a jednak, mimo świadomości, co mogło się wydarzyć, wykazali się ogromną odwagą, by zawalczyć przeciwko najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi na świecie. Nieprzemyślany czyn, ale jakże heroiczny.

 Pojedyncze łzy spłynęły po brudnych policzkach nastolatki. Jej szkolna szata była zniszczona, a lewa kostka, mimo iż już dawno zaleczona, wciąż trochę pobolewała. W brązowych włosach zaplątały się odłamki szkła, a kurz mocno je zmatowił. Stojąc na powietrzu przed szkołą, starała się nie przypominać sobie tego, co miało swój finał niespełna godzinę temu. Teraz była sama. Większość ludzi opłakiwała przyjaciół i rodziny, zmarłych i niewinnych ludzi. Inni radowali się, że udało im się przeżyć i skończyło się największe piekło. Nie było już największego czarnoksiężnika na świecie, nie było także większości Śmierciożerców. Po raz pierwszy od siedmiu lat zapanował całkowity spokój.

Poczuła czyjąś obecność obok siebie, ktoś przyszedł. Ktoś, kto nie miał najmniejszej ochoty na spędzanie czasu z ludźmi, którym udało się przeżyć. Ktoś, kto nie miał ochoty opłakiwać innych i pozwalać się wyściskiwać pozostałym. Ktoś, kto nie musiał nic mówić, bo dziewczyna doskonale wiedziała, z kim ma do czynienia. Czuła, chociaż bardzo niewyraźnie, zapach jego perfum, który działał na nią kojąco. Niepewnie wysunęła dłoń w jego stronę, nawet nie otwierając oczu. Nawet się nie skrzywiła, gdy swoją dużą i zimną męską ręką, złapał jej drobną i ciepłą dłoń. Szczupłe palce zacisnęły się lekko na jej ręce. Uśmiechnęła się prawie niewidocznie i wiedziała, że on zrobił to samo. Nie musiała nawet na niego zerkać by wiedzieć, co się z nim dzieje.

- Teraz już nikt nie będzie taki sam, prawda? – Spytała w końcu i powoli spojrzała w górę, prosto w czarne oczy mężczyzny. Był dużo wyższy od niej. Mimowolnie się uśmiechnął.

- Nie, Granger, teraz nikt ani nic nie będzie takie jak wcześniej i przyzwyczajaj się do tego. – Mocniej uścisnął jej dłoń i chociaż ona wiedziała, że właśnie w taki sposób okazuje jej uczucia, to postronny obserwator nawet nie zauważyłby ich złączonych dłoni – szaty Mistrza Eliksirów, nawet tak bardzo zniszczone, swobodnie zasłaniały ich ręce. Hermiona cicho westchnęła i przysunęła się bliżej, wdychając zapach mężczyzny.

- Oczywiście, profesorze Snape, już zaczęłam się przyzwyczajać – powiedziała, uśmiechając się filuternie, a przecież nie powinna się uśmiechać w chwili, gdy ledwo uszła z życiem, a dookoła nich pełno było martwych czarodziejów, kilku olbrzymów i wilkołaków. Było także sporo zniszczonych posągów i zbroi, które również walczyły z siłami ciemności. Uśmiechnęła się mimowolnie, gdy mężczyzna warknął, słysząc jak brunetka zwraca się do niego. Wolną dłonią sięgnął do jej włosów i wyciągnął kilka kawałków szkła.

- Nie powinnaś być teraz z… - zaczął, ale dziewczyna bardzo skutecznie mu przerwała, stając na palcach i przyciągając go do siebie. Pocałowała go i uśmiechnęła się, gdy znowu cicho warknął. Wiedziała, co powiedziałby dalej i wolała tego nie słuchać. Chociaż minął już rok od śmierci Dumbledore’a, a Zakon Feniksa został bardzo szybko poinformowany, że śmierć ta była wcześniej zaplanowana i dokonana została na życzenie dyrektora Hogwartu, zarówno Harry Potter jak i jego najlepszy przyjaciel, Ronald Weasley, nie potrafili wybaczyć tego swojemu Mistrzowi Eliksirów. W przeciwieństwie do Hermiony, która już po dwóch tygodniach powoli zaczęła przyzwyczajać się do myśli, że ich znienawidzony nauczyciel zamordował kogoś na jego własne życzenie. Później… później wszystko potoczyło się w sposób, o jakim nawet nie śniła.

Odsunął się od niej, patrząc na jej twarz. Zazwyczaj blade policzki były pokryte teraz delikatnym rumieńcem i ciemnymi smugami kurzu i brudu. Na lewym policzku widoczna była teraz sporej długości rana, z której wciąż powoli płynęła krew. Severus otarł policzek młodej dziewczyny i powrócił do poprzedniej pozycji, nieznacznie łapiąc jej dłoń. Cicho westchnęła.

- Nie, nie powinnam. Oni są teraz… - zamilkła, szukając odpowiedniego słowa. Przygryzła wargę, bo chciała powiedzieć, że są szczęśliwi, ale to nie było możliwe. – Ron opłakuje zmarłego brata, w końcu nie ważne, jaki był, ale Percy zawsze był jego starszym bratem – powiedziała powoli, wpatrując się przed siebie. – A Harry… Po tym, co się wydarzyło, na jego miejscu sama potrzebowałabym samotności i nie chciałabym, żeby każdy podchodził do mnie, gratulował mi dobrej walki i współczuł, że jest się samym. On teraz pewnie jest u siebie. Albo siedzi gdzieś z Ginny. – Uścisnęła mocniej dłoń Severusa. Mężczyzna skinął głową, spoglądając na dziewczynę.

Nie odpowiedział jednak nic, nie bardzo wiedząc co. Zmęczony walką, ciągłym szpiegowaniem, podwójnym życiem, udawaniem, ukrywaniem się i torturami, nie miał nawet siły na odrobinę złośliwości czy ironii, chociaż nigdy nie brakowało mu na to czasu czy chęci. Widział jednak, jak wielka zmiana zaszła w tej niewysokiej, młodej kobiecie. Zbyt wiele rzeczy zwaliło się na nią w jednej chwili, a przecież była tylko delikatną dziewczyną, niemającą nawet dziewiętnastu lat. Objął ją ramieniem, dalej jednak patrząc przed siebie. Czarne oczy nie zdradzały niczego, a Hermiona nie miała nawet siły na zastanowienie się, co może myśleć jej mężczyzna. Dziwnie to brzmiało, nawet w jej głowie! Jeszcze rok temu był znienawidzonym nauczycielem, mordercą, a teraz nagle, w przeciągu kilku miesięcy, stał się dla niej całym światem. Bezwiednie wtuliła się w chudą pierś mężczyzny i przymknęła oczy.

- Zmęczona? – Spytał cicho, lekko zachrypniętym głosem. W odpowiedzi mruknęła tylko coś niewyraźnie na znak zgody, a on wziął ją na ręce. Szybkim krokiem przeszedł przez zniszczony dziedziniec, wszedł do Sali Wejściowej pełnej gruzów, ominął martwe ciało wilkołaka Greybacka i wszedł do lochów, wciąż niosąc brunetkę. Przeszedł przez zabezpieczenia, jakie sam rzucił na swój gabinet i już po chwili wszedł do swojej sypialni, gdzie ułożył dziewczynę na dużym łóżku. Spojrzała na niego, ledwo przytomnie, jednak wiedział, że mimo największego zmęczenia, będzie miała koszmary tej nocy. Bez słowa podał jej fiolkę z eliksirem spokojnego snu, a ona spokojnie ją wypiła.

- Dobranoc, Severusie – powiedziała cicho, zamykając swoje duże, orzechowe oczy. Mężczyzna wyciągnął z jej włosów jeszcze kilka kawałków szkła i patrzył jak powoli zasypia.

- Dobranoc, Granger – rzucił, zdejmując swoją czarną, porwaną szatę. Gdy usłyszał jej spokojny oddech, poszedł do łazienki. Wciąż zastanawiał się, co taka młoda, inteligentna i ładna kobieta w nim widzi. Nie był przecież przystojny, zaczynając od haczykowatego nosa, ziemistej cery i prawie zawsze przetłuszczonych włosów, a na bladym i chudym ciele pełnym blizn kończąc. Oparł dłonie o umywalkę i spojrzał w lustro. Odkąd zaczął uczyć w Hogwarcie niewiele spoglądał w jakiekolwiek lustra, chociażby, dlatego, że nienawidził samego siebie za śmierć tylu niewinnych osób i za fakt, że ciągle oszukiwał. Nie żałował jednak śmierci Jamesa Pottera i gdyby teraz został postawiony przed wyborem, nie wahałby się – znowu pozwoliłby na jego śmierć, o czym młoda kobieta, leżąca w jego łóżku, wcale nie musiała wiedzieć.

Potter był kanalią, a Severus nawet przez jeden dzień nie pomyślał o tym, by mu wybaczyć. Nie zasługiwał na to. Zasługiwał za to na długą i bolesną śmierć w męczarniach, tak samo, jak cała reszta Huncwotów. I chociaż Severus był skłonny tolerować Remusa Lupina, to cieszył się, że cała reszta znienawidzonych przez niego osób nie żyje, bądź jest skazana na pocałunek Dementorów. Włącznie z Voldemortem i Dumbledorem.

Puścił zimną, niemal lodowatą wodę i wszedł pod prysznic. Chociaż taki chłód powinien doprowadzić przynajmniej do szoku, Severus nawet nie zareagował. Po dwudziestu minutach temperatura wody przestała mu całkowicie przeszkadzać, a nawet poczuł ciepło, szczególnie wtedy, gdy wyszedł spod prysznica, owinął się ręcznikiem i wrócił do śpiącej dziewczyny. Położył się obok niej, chociaż nie odczuwał już takiego zmęczenia jak wcześniej.

Spojrzał na prawie dziewiętnastoletnią dziewczynę. Przez moment wpatrywał się w nią. W jej zakurzoną i poranioną twarz, dłonie zaciśnięte w pięści tak mocno, że zbielały jej kostki. W burzę bujnych, brązowych włosów, teraz mocno skurzonych i przyklapniętych. Wiedział, że przeżyła w tym jednym dniu zbyt wiele jak na taką drobną osobę. Po raz pierwszy rzuciła wiele Zaklęć Niewybaczalnych, mordując przy tym kilku Śmierciożerców. I chociaż dobrze wiedziała, że zrobiła to w imię dobra, to Severus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak źle nastolatka to zniesie. Zimną dłonią przejechał po jej policzku, więc cicho mruknęła przez sen i przewróciła się na plecy. Obserwował jej sylwetkę, rejestrując nawet najmniejsze drgnienia jej ciała. W ciągu tego roku schudła przynajmniej z dziesięć kilo, bo nie miała zbyt wiele czasu na jedzenie – warzyła eliksiry w lochach, pomagała Harry’emu w odnalezieniu horkruksów, spotykała się z Severusem, przygotowywała do wojny i, jak przystało na pannę Wiem-To-Wszystko, uczyła się do egzaminów końcowych.

Była ładna, przynajmniej w oczach mężczyzny. Miała płaski brzuch i kobieco zaokrąglone biodra, średniej wielkości piersi, widoczne zagłębienia przy obojczykach, chude ręce i delikatną fakturę skóry, teraz jednak bardzo nierówną, bo pociętą, gdyż tuż za nią jeden z olbrzymów rozbił największą z szyb w Wielkiej Sali. Severus dokładnie wpatrywał się w jej twarz i sporą ranę na policzku, zastanawiając się, czy jest sens to leczyć. Przecież blizna nadawałaby jej jeszcze więcej uroku, a sam czułby się lepiej, wiedząc, że i ona ma jakieś blizny. Zaraz jednak poczuł się jak skończony idiota, myślący tylko o tym, by to jemu było lepiej. Zganił się w myślach, ale mimo wszystko nie zabrał się za uleczenie tego.

Objął ją w pasie i, zamiast przytulić mocno do siebie, sam się w nią wtulił. Od wielu lat miewał koszmary i, mimo tej maski obojętności, potrzebował czyjejś bliskości, czyjegoś ciepła. Potrzebował, by ktoś przy nim był, a Hermiona była do tego idealna. Nie pozwalała mu na ciągłe odpychanie się, na złe myśli, karciła go, gdy zaczynał za bardzo się obwiniać o zło całego świata. Nikt, prócz młodej Gryfonki, nie znał go tak dobrze. Może z wyjątkiem Augustusa Rookwooda i młodego Malfoya, ale i te dwie osoby były dosyć wątpliwe. To dopiero przed nią odkrył swoją prawdziwą twarz, momentami odrzucając maskę zimnego i obojętnego mistrz eliksirów. Przy niej zarumienił się po raz pierwszy, ale, co Hermiony nie dziwiło, nigdy nie powiedział do niej po imieniu. Może z wyjątkiem chwil uniesienia, gdy żadne z nich się w niczym nie hamowało, ale poza sypialnią i gabinetem wciąż była panną Granger. Hermioną Granger. Osiemnastoletnią dziewczyną, która za dwa tygodnie miała przestać być jego uczennicą, tuż po zakończeniu najważniejszych egzaminów w świecie magii. Usnął, czując jej zaciśnięte dłonie na swoich plecach. Była przerażona Ostatnią Bitwą, a on był zmęczony ostatnimi dwudziestoma latami podwójnej służby.

W końcu jednak nastąpił spokój.



***



Hermiona miała tej nocy okropne koszmary, mimo eliksiru spokojnego snu, który zdążyła zażyć między jednym przebudzeniem z krzykiem, a drugim. Widocznie eliksir był jednak zbyt słaby na to, co przeżyła w ciągu całego dnia. Widziała śmierć niewinnych osób, sama zresztą doprowadziła do śmierci kilku Śmierciożerców i chociaż oni na to zasługiwali, ona nie czuła się z tym najlepiej. Była brudna, zbrukana krwią, odczuwała do siebie nienawiść i niechęć, miała ochotę wejść pod prysznic i nie wychodzić spod strumienia wody dopóki nie przestanie odczuwać tych negatywnych uczuć. Prawdopodobnie miało to jednak nigdy nie nastąpić. Wciąż widziała ten uśmiech Voldemorta, gdy rzucił śmiertelnym zaklęciem w Harry’ego. W tamtej chwili jednak prawdopodobnie bardziej bała się tego uśmiechu niż faktu, że Harry mógł zginąć. Ale przeżył i w dodatku pokonał mężczyznę, który na starcie odebrał mu prawo do życia w prawdziwej rodzinie, odebrał mu rodziców i możliwość szczęścia.

Całą noc rzucała się po łóżku, kręciła się, zaciskała dłonie i płakała. Być może eliksir zadziałał w jej przypadku z opóźnieniem, bo dopiero po dwóch godzinach usnęła spokojnie, wtulając się w Severusa. Mężczyzna przytulał się do niej jednak równie mocno, obejmując ciasno w pasie i wtulając twarz do jej piersi.

Gdyby w tamtej chwili ktoś wszedł do sypialni Mistrza Eliksirów, prawdopodobnie wyszedłby stamtąd w ciężkim szoku. Przez prawie dziesięć miesięcy nikt nie zauważył tego, co wytworzyło się między Hermioną Granger, uczennicą ostatniej klasy, a Severusem Snapem, mistrzem eliksirów, Śmierciożercą, szpiegiem doskonałym i nauczycielem Hermiony, który w dodatku wręcz nienawidził wszystkich Gryfonów, którzy stąpali po świecie.

Mruknęła cicho przez sen i przytuliła się mocniej do niego, przylegając niemal całym swoim ciałem do chudego ciała Severusa. Brudne włosy przysłoniły jej twarz, drażniąc jej ranę i łaskocząc po nosie. Kiedy eliksir w końcu w pełni zadziałał, przestała się męczyć tym snem, żadne bolesne wydarzenia nie raniły jej wrażliwej duży i umysłu, nic więcej jej nie bolało.



***



Kiedy przebudziła się po ponad dwunastu godzinach snu, czuła gorący oddech na swoim dekolcie i szyi, oraz dużą, męską dłoń na biodrze. Nieprzytomnie spojrzała na mężczyznę i mimowolnie się uśmiechnęła. Wciąż spał, dużo spokojniej niż do tej pory. Od wielu lat nie zdarzyło się, by przespał noc bez koszmarów. Hermiona delikatnie pogładziła jego policzek, opuszkami palców przejechała po wystających kościach policzkowych, mocno zaciśniętej szczęce i długim, haczykowatym nosie. Kciukiem pogładziła linię brwi i założyła kosmyk, jeszcze mokrych włosów, za ucho, odkrywając tym samym jedną z wielu blizn, jakie miał na ciele. Jedna z nich była na uchu i po lewej stronie karku, zdecydowanie wyglądała na sporą oparzelinę. Palcami przesunęła po całej bliźnie i pogładziła delikatnie jego plecy, pochylając się nad nim i całując go w policzek.

Mężczyzna mruknął cicho przez sen i pogładził jej biodro. Uśmiechnęła się i ponownie w niego wtuliła, delikatnie całując jego obojczyk. Oboje byli przykryci kołdrą, której poszewka była z jedwabiu i miała, jak należało spodziewać się tego po Severusie, kolor intensywnej czerni. Brunetka położyła dłoń na jego ramieniu i powróciła do wędrówki dłońmi po jego ciele, delikatnie zataczając kółka wokół wielu blizn. Pogładziła jego klatkę piersiową, dotknęła brzucha i podbrzusza, przejechała po kości biodrowej i biodrze, opuszkami palców zahaczając o jego pośladki i pogładziła jego udo. Severus raczej nie zasypiał ubrany, jeśli pominąć te kilka momentów, w których po prostu usypiał na stojąco, niezdolny by się rozebrać. Uśmiechała się, widząc jak powoli się budzi, jego dłoń gładziła jej biodro, zsunęła się na pośladki i zaczęła gładzić wyżej, pełzając po plecach, wzdłuż linii kręgosłupa… Przymknęła oczy, cicho wzdychając. Gładził jej kark i lekko masował potylicę, drugą dłoń położył na jej piersi i powoli zaczął ją masować. Cichy jęk wyrwał jej się z głębi gardła, co mężczyzna przyjął z pomrukiem i lekkim uśmiechem. Ustami dotknął jej gładkiej szyi, lekko ją przygryzając. Słyszał przyspieszony oddech brunetki i wpatrywał się w nią oczami czarnymi jak węgiel, pełnymi pożądania. Wciąż miała jednak zamknięte oczy, więc po chwili, najzwyczajniej w świecie przerwał pieszczoty. Jęknęła z oburzeniem i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się, widząc te oczy i to spojrzenie pełne pasji, pożądania i namiętności. Pochyliła się i pocałowała go, a mężczyzna oddał pocałunek z jeszcze większą siłą. Naparł na jej miękkie, gorące wargi, obejmując ją mocno w pasie. Mruknęła, gdy językiem przejechał po jej wargach, rozchyliła usta, tym samym zapraszając jego język do wspólnej zabawy. Jedną rękę wsunął w jej włosy i zacisnął dłoń w pięść, całował ją coraz namiętniej, drugą dłonią starając się ją rozebrać. Nie bawił się w rozpinanie guzików – po prostu rozerwał to, co nie dało się rozpiąć. Odrzucił jej szkolną szatę i białą koszulę, długimi, zimnymi palcami gładząc jej blade ciało. Szybko rozpiął jej spódniczkę i zsunął z niej. Na chwilę oderwał się od dziewczyny i spojrzał z podziwem na jej ciało, mimo wielu bitewnych siniaków, paru blizn i rozcięć była na swój sposób piękna. Nie najładniejsza czy najpiękniejsza, ale po prostu dla niego idealna. Uśmiechnął się, widząc jej rozanieloną minę i rozpiął biały stanik, bez problemu uwalniając jej biust. Nie spieszył się z niczym, co bardzo często doprowadzało ją do szału. Leżała teraz na plecach na jego łóżku, a on zawisł nad nią, wciąż wpatrując się w jej orzechowe oczy, lekko zamglone z ogarniającego ją podniecenia. Złapał ją za podbródek, gdy była już zupełnie naga i zmusił ją do spojrzenia w swoje oczy. Widział w nich wszystko to, co chciał zobaczyć – pożądanie, miłość, oddanie i uległość wobec niego. Severus niejednokrotnie zastanawiał się, jakim cudem taka dziewczyna mogła go pokochać, w dodatku tak silną i niewinną miłością. Jego! Szczególnie teraz, kiedy wiedziała jaki był, co robił podczas pierwszej wojny, co robił w czasie ostatniej wojny i przed nimi, co działo się przez całe lata jego bycia wśród Śmierciożerców. A jednak chciała go, ze wszystkimi jego wadami, niemal z brakiem zalet, brzydkiego i ironicznego, sarkastycznego i sadystycznego, na widok którego wszystkie pierwszaki miały koszmary, a uczniowie wyższych klas ciągle na niego przeklinali i pomstowali, a jednak ona go uwielbiała, w jej oczach było tyle oddania i miłości, że każdy powinien mu zazdrościć. Ale ona była tylko jego. Trzymając ją za podbródek, pocałował ją namiętnie, zimną dłonią dotykając jej ud. Jęknęła z rozkoszy. Była taka drobna i wrażliwa, delikatna. Tak łatwo było ją zranić, chociaż jednym słowem, gestem, ruchem, czymkolwiek. Patrzył na jej twarz, na czerwone policzki, skołtunione, brązowe włosy, przymknięte powieki i długie rzęsy, mały nosek i zadrapanie na policzku. Puścił jej podbródek i pogładził krągłe biodra.

Hermiona usłyszała ciche warknięcie gdzieś w okolicach jej brzucha i pełno inwektyw, których nie szło powtórzyć. Otworzyła oczy i spojrzała na niego, ale już-już się odsunął, sięgnął po swój ręcznik i owinął go wokół bioder tak, jakby dopiero wyszedł spod prysznica. Nie wiedziała w pierwszej chwili, co go tak rozzłościło, ale po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Sięgnęła po swoje ubrania i różdżkę, szybko zakładając na siebie rzeczy. W tym samym czasie Severus ruszył do drzwi, a ona rzuciła na siebie zaklęcie kameleona, by nikt nieproszony jej nie widział. Oparła się o ścianę przy drzwiach łazienki i w napięciu czekała aż mężczyzna do niej wróci. Policzki jej pulsowały, serce biło jak oszalałe, a oddech wciąż trochę był przyspieszony. Nawet nie sądziła, że kiedykolwiek Severus Snape mógłby tak na nią działać.

- Czego chcesz, Lupin? – usłyszała ciche warknięcie i znowu miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Lupin? Spodziewałaby się każdego, tylko nie jego. Prędzej McGonagall przyszłaby dowiedzieć się co z nim po wojnie. Ale Lupin? Przecież oni ledwo się tolerowali!

- Szukam Hermiony, nikt jej nie widział, odkąd Lucjusz Malfoy i Greyback ją zaatakowali – to drugie nazwisko zostało wymienione z nienawiścią, a dziewczyna wiedziała dlaczego i wcale mu się nie dziwiła. To właśnie ten Śmierciożerca zaatakował go, gdy był dzieckiem. Zaatakował i zaraził likantropią. Hermiona głośniej wciągnęła powietrze, czekając na odpowiedź Severusa.

- Skąd mam wiedzieć, gdzie podziała się Granger? Nie jestem jej ojcem, jakbyś tego nie zauważył i nie zamierzam jej pilnować – skłamał bez mrugnięcia okiem, chociaż Hermiona wiedziała, że w czasie bitwy, mimo iż próbował tego nie okazywać, to starał się ją ochraniać, nawet z daleka. – Może panna Wiem-To-Wszystko Granger siedzi, jak zwykle zresztą, w bibliotece i zakuwa do OWUTEMÓW, nie myśląc o tym, że ktoś się martwi? – w ostatnie słowo włożył tyle jadu i nienawiści, że Lupin cofnął się na krok. Severus w półuśmiechu obnażył zęby.

- Przeszukaliśmy całą szkołę, włącznie z biblioteką, pokojami wspólnymi i Zakazanym Lasem, a Pokój Życzeń jak zawsze jest otwarty, więc… - martwił się. Remus Lupin był zmartwiony, bo nie miał pojęcia co dzieje się z najlepszą uczennicą w szkole. Gdzie zniknęła? Może w ogólnym zgiełku wojny nikt nie zauważył jak została zabita? Jak ktoś ją porwał? Przełknął głośniej ślinę, patrząc na Severusa. Niedowierzał, że mężczyzna nawet nie okazał chociażby delikatnego zmartwienia na wieść, że ktoś zaginął.

- I co? Pomyślałeś, że pewnie Granger chciała spędzić ten czas po wojnie razem ze mną? W lochach? W dodatku… w mojej sypialni? – Remus tego nie usłyszał, ale Hermiona zdecydowanie wyczuła tą nutkę rozbawienia w głosie Mistrza Eliksirów. Nawet po zakończeniu wojny nie zdjął maski szpiega doskonałego. Zobaczył, jak na policzkach Remusa pojawia się nikły rumieniec, widoczny mimo sporego, kilkudniowego zarostu. – Nie myśl za dużo, bo wciąż ci się to nie udaje. Za cztery dni zgłoś się po Wywar Tojadowy. Do widzenia, Lupin – nie czekał na reakcję, po prostu zamknął wilkołakowi drzwi przed nosem i ponownie naniósł zabezpieczenia na wejście do swoich prywatnych komnat. Wrócił do sypialni i rozejrzał się, wyraźnie zirytowany. Zachichotała cicho.

- Granger, ściągnij to zaklęcie kameleona, bo nie wiem gdzie mam cię szukać – warknął poirytowany, a ona znowu się zaśmiała. Machnęła różdżką i znowu była widoczna dla niego. Teraz opierała się o drzwi łazienki i delikatnie się uśmiechała. Rzuciła swoją różdżkę na łóżko i zdjęła zakurzoną i zakrwawioną szatę, zrzucając ją na ziemię. Z tym delikatnym uśmiechem uważnie obserwowała reakcję mężczyzny, na jej kolejne ruchy i z przyjemnością usłyszała ciche warknięcie.

- Znowu powróciliśmy do panny Granger i pana profesora, Severusie? – zapytała z delikatnym uśmiechem. Miała podwiniętą spódniczkę, białą koszulę rozerwaną w kilku miejscach i rozpięte pierwsze cztery guziki. – Muszę się wykąpać, pomożesz mi z tymi resztkami szkła, które mam we włosach? – zapytała, jakby nigdy nic. Skinął głową nieznacznie i podszedł do niej. Złapał ją lekko za ramię, otworzył drzwi do łazienki i wepchnął ją do środka. Mruknęła cicho, a kiedy puścił ją, poranionymi dłońmi zaczęła rozpinać resztę guzików, jakie jej zostały, a było ich niewiele. Pozostałe zostały brutalnie zerwane, nim Remus im przerwał. Uśmiechnęła się na samą myśl i zdjęła resztę ubrań, wchodząc pod prysznic. Spojrzała na mężczyznę, ale nie odezwała się słowem. Odkręciła letnią wodę i przymknęła oczy, odwracając się do niego plecami. Podszedł do niej i objął ją lekko w pasie jedną ręką, drugą próbował wybrać resztę szkła i kamyczków z gęstych włosów dziewczyny, mrucząc przy okazji o tym, jakie to okropne włosy miała jego oblubienica. Nie potrafiła powstrzymać cichego chichotu.

- Cicho bądź – warknął cicho, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło. Słyszała uderzenie szkła i kamyczków o szklane naczynie, do którego Severus wrzucał wszystko, co wyciągnął z jej włosów. Ostatni kamyczek upadł, roztrzaskując większy kawałek szkła, a mężczyzna obrócił ją przodem do siebie i oparł o ścianę. Mruknęła, piekła ją rana na policzku, ale chłodne dłonie mężczyzny na jej ciele i gorący oddech na jej szyi doskonale odwracały uwagę od bólu. Odchyliła głowę, dając mu lepszy dostęp do swojej szyi, lekko wygięła się w łuk, gdy zacisnął dłoń na jej krągłej piersi. Cichy jęk wyrwał się z jej gardła, oparła dłoń na jego ramieniu, drugą obejmując go w pasie, przyciągając do siebie. Całował jej szyję i dekolt, sunął wyżej, podgryzając jej delikatną, kobiecą skórę, chłodnymi, twardymi wargami naparł na jej miękkie i pełne usta, co przyjęła z cichym pomrukiem. Ich ciała jak zwykle idealnie zgrały się w tańcu namiętności, pełnym pasji i pożądania. W chwilach takich, jak ta, dla Hermiony całym światem był nie kto inny, jak Severus. Nie liczyło się nic poza nim, jego ciałem, dotykiem, pocałunkiem, jego bliskością, pomrukiem i warknięciami. Był jej, w każdym tego słowa znaczeniu, a ona była jego tak, jak jeszcze nigdy wcześniej żadna kobieta. Wplótł jedną dłoń w jej gęste, brązowe włosy i zacisnął pięść, całując ją namiętnie. Miała przyspieszony oddech, cicho pomrukiwała i odwzajemniała jego pocałunki, chłód ściany i letnia woda, spływająca po ich ciałach przyjemnie drażniła jej nabrzmiałe od podniecenia ciało. Usłyszała warknięcie w okolicach szyi, mężczyzna zacisnął długie palce lewej dłoni na jej krągłym udzie, drugą zaciskając na jej piersi. Jęknęła i lekko się wygięła, wypychając biodra do przodu. Mocniej przyparł ją do ściany i jęknął.

- Severus… - wymamrotała cicho, kiedy powoli się uspokoiła. Uprzednio zaciskała dłonie na jego plecach, teraz powoli poluzowała zaciśnięte pięści.

- Hmm? – mruknął w jej dekolt, powoli się uspokajając. Lekko zadrżała i uśmiechnęła się, przymykając oczy. Pogłaskała go po mokrych włosach.

- Nic – szepnęła cicho, rozkoszując się jego bliskością. Mało kiedy mogła wyczuć jego spokój, przytulać się do w pełni rozluźnionego ciała prawie czterdziestoletniego mężczyzny. Zawsze był spięty, dokładny w każdym calu, czasami agresywny i bardzo drażliwy. Tylko przy niej w końcu pokazywał swoją prawdziwą twarz.

Wiedziała też, że przed nimi jeszcze długa droga do prawdziwego szczęścia. Czekają ich kłótnie i wyrzeczenia, chwile radości i chwile zwątpienia. Czeka ich starcie twarzą w twarz z rodzicami Hermiony, których dziewczyna najpierw musiała odnaleźć. O ile jeszcze żyli. Czekało ich również starcie z przyjaciółmi wciąż osiemnastoletniej czarownicy – wiedziała, że zarówno Harry i Ron, jak i Ginny nie będą zbytnio zadowoleni z obiektu jej uczuć i o ile była pewna, że Ginny szybko zaakceptuje jej decyzję, o tyle zastanawiała się, czy pozostała dwójka kiedykolwiek w życiu będzie w stanie chociaż tolerować jej mężczyznę. Westchnęła cicho i dopiero po chwili zwróciła uwagę, że mężczyzna dokładnie jej się przygląda, prawdopodobnie od pewnego czasu, a ona nieświadomie gładziła jego kark. Spojrzała w te ciemne oczy, pełne żywego zainteresowania jej myślami.

- Myślę o tym, jak to wszystko będzie teraz wyglądać – odpowiedziała na jego nieme pytanie. Skinął głową i powoli się od niej odsunął. Mokrą dłonią pogładził jej policzek, przejechał wzdłuż rany i znowu spojrzał na jej twarz. Orzechowe oczy wpatrywały się w niego z uwielbieniem i bezgraniczną ufnością. Pokręcił głową.

- Nie krzyw się, Severusie. I nie, nie lecz tego – odpowiedziała na kolejne pytanie, którego nie zadał. Przytuliła policzek do jego dużej, męskiej dłoni z długimi, ale kościstymi palcami. Uśmiechnęła się, widząc jego minę. Wciąż nie potrafił przyzwyczaić się do tego, że ona jest jego i w pełni go akceptuje, mimo tak wielu kłótni. Wspięła się na palce i pocałowała go w policzek. Woda leciała zimna, a ona już trochę zmarzła. Oparł się plecami o drugą ścianę i przepuścił ją by wyszła spod prysznica. Sięgnęła po ręcznik i spojrzała w lustro, gdy Snape stanął tuż za nią. Uśmiechnęła się.

- Czy ty wciąż musisz się uśmiechać? – spytał, wracając do swojego zrzędliwego tonu, co wywołało jeszcze większy uśmiech na jej twarzy.

- Muszę, ktoś z naszej dwójki będzie musiał nauczyć nasze dzieci uśmiechu – powiedziała, nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówi.

- Zamierzasz mieć dzieci? Ze mną? – spytał zszokowanym tonem, aż zachichotała i splotła palce ich dłoni.

- Nie teraz, ale za kilka lat… Czemu nie. Kilku gryfonów z nazwiskiem Snape… - warknął, a ona wyszczerzyła zęby w pięknym uśmiechu.

- Żadnych Gryfonów w rodzinie – warknął, ale widząc jej odbicie w lustrze w porę się zreflektował – Dobra, z wyjątkiem ciebie – burknął, patrząc na nią. Uśmiechnęła się i przytuliła do niego. Zamknęła oczy, a w jej wyobraźni pojawił się wyjątkowo słodki obraz. Ich. Jej, jego i dzieci. Mruknęła cicho, a on tylko pokręcił głową. Nie musiał używać leglimencji, by wiedzieć o czym właśnie pomyślała. I o ile starał się nie myśleć, że skazuje nastolatkę na odrzucenie przez społeczeństwo, o tyle nie potrafił skazać niewinnych, zupełnie niewinnych dzieci, jakie mogły się urodzić. Bezwiednie zacisnął dłoń, aż syknęła, bo zapomniał o tym, że mieli splecione palce.

- Nie, żadnych ponurych myśli, Severusie – westchnęła cicho.

Spojrzał na nią ponuro, ale nic nie odpowiedział. Puścił jej dłoń i założył ręce na piersi, patrząc na Hermionę. Obiecywał sobie, że kiedy w końcu zabiją Czarnego Pana, będzie mógł być chociaż trochę szczęśliwszy, że będzie mógł mieć rodzinę, której nie miał nigdy wcześniej. Szczęśliwą rodzinę. Patrzył na nią, a w jego głowie układał się kolejny plan, uśmiechnął się do siebie. Znała ten uśmiech i nie wiedziała, czego można się po nim spodziewać. Zazwyczaj był to uśmiech typowego sadystycznego Mistrza Eliksirów. Uśmiech, jakim obdarzał wszystkich uczniów na swoich lekcjach – tak zwany półuśmiech, w którym sugestywnie obnażał zęby. Prawdopodobnie, gdyby uśmiechnął się w szkole, do uczniów tak, jak uśmiechał się do Hermiony w chwilach, gdy byli sam na sam, można by było się spodziewać wielu przestraszonych i zapłakanych uczniów, którzy baliby się na niego spojrzeć. Pogładziła jego policzek, nie pytając o nic.

- Głodna jestem – powiedziała po chwili, tym samym sprowadzając go na ziemię. Spojrzał na nią uważniej i przyznał, że sam mógłby coś zjeść, bo przecież nie jedli nic od prawie czterdziestu ośmiu godzin. Ubrał swoje czarne, nieśmiertelne szaty i przywołał skrzata domowego. Hermiona transmutowała swoje uprzednio zniszczone szaty w coś, co nadawało się do chodzenia, nie było wyzywające i nie było brudne. Ubrała się, miała teraz czarne spodnie, biały podkoszulek i czarną szatę szkolną. Usiadła w drugim pokoju na jednym z foteli i uśmiechnęła się. Severus był perfekcjonistą, musiał mieć wszędzie porządek, nie znosił żadnego bałaganu i sprzeciwu, a to jej się bardzo podobało. Po chwili na stoliku pojawiło się kilka talerzy pełnych jedzenia, dzbanek z herbatą i dwie duże szklanki. Spojrzała na Severusa, który ponownie przypominał Mistrza Eliksirów, profesora Snape’a. Wiedziała, że to, co wyprawiali przez ostatni rok zakrawało na szczyt perwersji – uczennica i nauczyciel! Sięgnęła po jeden z dyniowych pasztecików, obserwując jak jej mężczyzna nalewa herbatę do obu szklanek. Zaburczało jej w brzuchu tak głośno, że aż się zarumieniła ze wstydu. Nie sądziła wcześniej, że może być tak bardzo głodna.

Ponuro spojrzała na swój obiekt westchnień. Mężczyzna po prostu zgiął się w pół i zaczął się śmiać, tak, jak nigdy wcześniej. Śmiał się z niej! Z oburzenia aż brakło jej słów. Zresztą, była głodna, wolała zjeść jak najwięcej, żeby sytuacja sprzed chwili się nie powtórzyła. Kiedy przestał się śmiać, w kącikach czarnych oczu miał łzy ze śmiechu. Zaciekawiło ją to, bo przecież nigdy nie płakał. Nigdy nie uronił nawet jednej małej łzy. Nigdy, poza jedną z chwil. W milczeniu jedli jeszcze przez jakiś czas. Połknęła ostatni pasztecik i wzięła kubek w dłonie, znowu rozmyślając. Spojrzała na niego, gdy wypiła pół herbaty i zauważyła, że badawczo jej się przygląda.

- Granger… - zaczął powoli, a ona nawet nie zwróciła uwagi, że mówi do niej po nazwisku, przyzwyczaiła się do tego.

- hm? – mruknęła, spoglądając na niego. Uśmiechnęła się lekko, bo kiedy Severus się nie złościł, miał bardzo delikatne rysy twarzy.

- Hermiono Granger, wyjdź za mnie – spojrzała na niego, otwierając usta w zaskoczeniu, kubek wypadł jej z dłoni, rozbijając się na kafelkach. Rozlała resztę herbaty, wpatrując się w Mistrza Eliksirów. Czy on właśnie jej się oświadczył?!




niedziela, 29 czerwca 2014

sowia poczta I.

DZIEŃ DOBRY!

Tak, to znowu ja i tak, znowu bez rozdziału. ALE. Dzisiaj już nie będę się tłumaczyć, powiem Wam tylko jaką decyzję podjęłam. Ten blog został założony dwa lata temu. Długo nie wiedziałam czy na coś się on nadaje czy nie, ale z każdym dniem pojawiały się nowe komentarze, przybywali czytelnicy i wyświetlenia, a ja pisałam, bez większego planu na ciąg dalszy. Później jednak nadszedł kryzys i stwierdziłam, że nie potrafię ruszyć z rozdziałem dziesiątym. Ale dalej walczyłam, bo mi zależało. Po ponad roku jednak stwierdzam, że nie potrafię napisać rozdziału dziesiątego na jedno kopyto z pozostałą dziewiątką, stąd moja decyzja...

ZACZYNAM OD NOWA. Już rozpoczęłam lekką modyfikację wszystkich rozdziałów. Obecnie jestem w połowie rozdziału pierwszego, powinnam skończyć go do jutra, podesłać mojej becie i, mam nadzieję, już ÓSMEGO LIPCA pojawi się coś, co można by było nazwać prologiem. Póki co stare rozdziały zostały już z bloga usunięte, ale mam nadzieję, że moja decyzja jest dobrą decyzją i faktycznie uda mi się później ruszyć z rozdziałem dziesiątym tak, by pasował do całości. Mam również nadzieję, że Wy, moi kochani czytelnicy, nie odsuniecie się, a będziecie wyczekiwać. Bo teraz postaram się, by to czekanie nie było zbyt długie.

To co? Do ósmego lipca? ;)

środa, 30 kwietnia 2014

attencione, attencione!

DZIEŃ DOBRY!

Wieki mnie tutaj nie było, wiem, że to okropne z mojej strony. Niedługo minie rok od ostatniego rozdziału, dwa lata od założenia bloga i co? I tylko dziewięć rozdziałów. Mam jednak nadzieję, że uda mi się to zmienić. Muszę jednak, do tego czasu, odnaleźć mój dokument, bo nie chcę was martwić, ale pięć stron nowego rozdziału gdzieś mi zwyczajnie umknęło. Nie wiem teraz czy mam to wszystko zaczynać od nowa czy co mam ze sobą zrobić? Jaka sądzicie?

Chcę do was wrócić. Ale wracając chciałabym wiedzieć czy w dalszym ciągu mam do kogo wracać. Czy wciąż chcecie to czytać? Czy może faktycznie powinnam wszystko zacząć od początku? Poprawić dziewięć rozdziałów i dopiero wtedy zabrać się za kolejny, dziesiąty? Gdyby nie to, że stracił mi się cały dokument to pewnie bym wam podrzuciła tutaj fragment, który może by was zainteresował i sprawił, że chętniej będziecie wyczekiwali kolejnego rozdziału. Ale dokumenty to dokumenty, lubią znikać. Wieczorem zerknę do drugiego laptopa, może tam go znajdę. Trzymajcie kciuki!

Przeżywali zakazaną miłość, niczym Romeo i Julia. Tkwili w czymś, co tak naprawdę nigdy nie powinno nastąpić. Mieli przecież tylko się poznać, polubić, ewentualnie zaprzyjaźnić. Nie mieli się w sobie zakochiwać.

Wyczekuję waszych opinii, a wy wyczekujcie zmian! ;)