Tekst próbny

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozdziały. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rozdziały. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 lipca 2014

rozdział 2.

Pierwszy rozdział za nami. A już w niecały dzień po opublikowaniu rozdziału - przekroczyliśmy 40 tysięcy wyświetleń. Nawet nie wiecie jak to cieszy autora. Dzięki temu chce się dalej pisać! A w dzisiejszym rozdziale - wracamy do czasów sprzed wojny! Za poprawienie rozdziału bardzo dziękuję niezastąpionej Marcie. Gdyby nie Ty to nie wiem czy dalej pisałabym to opowiadanie.

[soundtrack]







czwartek, 10 lipca 2014

rozdział 1.

Dzień dobry! Wiem, trochę mam poślizg. Dwa dni. Całe dwa dni. Ale już jestem i teraz będę, mam nadzieję, grzeczna. Rozdział pierwszy lekko zedytowany przeze mnie, no i poprawiony przez moją niezastąpioną Martę, której kłaniam się w pas, bo odkąd jej powiedziałam, że wracam do Was i chcę od nowa zacząć wrzucać rozdziały tak mnie atakowała na facebooku, że wreszcie się ugięłam i wysłałam jej pierwszy rozdział. A ona potrzebowała na to niecałego dnia, by go poprawić i odesłać do mnie! I tak oto jest! I jestem ja, równo dwa lata i dwa dni od założenia bloga.
Ostrzeżenie mam takie, że pojawia się drobna, bardzo drobna erotyka.
Ale już przestaję ględzić i zapraszam na rozdział!





Wychodząc z zamku czuła zarówno ulgę jak i niewyobrażalny strach. Budynek był zniszczony, wiele ścian nie wytrzymało naporu silnych zaklęć i zawaliło się, przy okazji zabijając dziesiątki ludzi, zarówno tych dobrych jak i tych złych. To, co przez wiele miesięcy było tylko koszmarem sennym, w końcu pojawiło się również na jawie. Dla wielu ten dzień był najgorszym w całym życiu. Strach o bliskich, lęk o własne życie. Nie tak miało wyglądać życie w świecie magii.

Dziewczyna z burzą brązowych loków wpatrywała się w pobojowisko z mieszaniną bólu i ulgi. Nienawidziła tego wszystkiego, co wydarzyło się w ciągu ostatnich kilku miesięcy, choć były jednak chwile, które przypominała sobie z największą rozkoszą. Te miesiące ciągłego strachu o przyszłość, nie tylko własną, ale i bliskich, były bardzo trudne w jej życiu, ale wiedziała, że teraz w końcu wszystko może być tak, jak powinno. Przymknęła oczy, by nie patrzeć na zawalone mury zamku, zniszczone zbroje i leżące martwe ciała. Nie tylko ludzi, ale istot magicznych. Śmierciożercy, członkowie Zakonu Feniksa, olbrzymy, centaury i, co sprawiało dziewczynie największy ból, dzieci. Uczniów Hogwartu było niewielu, ale mimo wszystko to bolało najbardziej. Byli młodsi od niej, mieli rodziny i swoich przyjaciół, plany na przyszłość i całe życie przed sobą, a jednak, mimo świadomości, co mogło się wydarzyć, wykazali się ogromną odwagą, by zawalczyć przeciwko najpotężniejszemu czarnoksiężnikowi na świecie. Nieprzemyślany czyn, ale jakże heroiczny.

 Pojedyncze łzy spłynęły po brudnych policzkach nastolatki. Jej szkolna szata była zniszczona, a lewa kostka, mimo iż już dawno zaleczona, wciąż trochę pobolewała. W brązowych włosach zaplątały się odłamki szkła, a kurz mocno je zmatowił. Stojąc na powietrzu przed szkołą, starała się nie przypominać sobie tego, co miało swój finał niespełna godzinę temu. Teraz była sama. Większość ludzi opłakiwała przyjaciół i rodziny, zmarłych i niewinnych ludzi. Inni radowali się, że udało im się przeżyć i skończyło się największe piekło. Nie było już największego czarnoksiężnika na świecie, nie było także większości Śmierciożerców. Po raz pierwszy od siedmiu lat zapanował całkowity spokój.

Poczuła czyjąś obecność obok siebie, ktoś przyszedł. Ktoś, kto nie miał najmniejszej ochoty na spędzanie czasu z ludźmi, którym udało się przeżyć. Ktoś, kto nie miał ochoty opłakiwać innych i pozwalać się wyściskiwać pozostałym. Ktoś, kto nie musiał nic mówić, bo dziewczyna doskonale wiedziała, z kim ma do czynienia. Czuła, chociaż bardzo niewyraźnie, zapach jego perfum, który działał na nią kojąco. Niepewnie wysunęła dłoń w jego stronę, nawet nie otwierając oczu. Nawet się nie skrzywiła, gdy swoją dużą i zimną męską ręką, złapał jej drobną i ciepłą dłoń. Szczupłe palce zacisnęły się lekko na jej ręce. Uśmiechnęła się prawie niewidocznie i wiedziała, że on zrobił to samo. Nie musiała nawet na niego zerkać by wiedzieć, co się z nim dzieje.

- Teraz już nikt nie będzie taki sam, prawda? – Spytała w końcu i powoli spojrzała w górę, prosto w czarne oczy mężczyzny. Był dużo wyższy od niej. Mimowolnie się uśmiechnął.

- Nie, Granger, teraz nikt ani nic nie będzie takie jak wcześniej i przyzwyczajaj się do tego. – Mocniej uścisnął jej dłoń i chociaż ona wiedziała, że właśnie w taki sposób okazuje jej uczucia, to postronny obserwator nawet nie zauważyłby ich złączonych dłoni – szaty Mistrza Eliksirów, nawet tak bardzo zniszczone, swobodnie zasłaniały ich ręce. Hermiona cicho westchnęła i przysunęła się bliżej, wdychając zapach mężczyzny.

- Oczywiście, profesorze Snape, już zaczęłam się przyzwyczajać – powiedziała, uśmiechając się filuternie, a przecież nie powinna się uśmiechać w chwili, gdy ledwo uszła z życiem, a dookoła nich pełno było martwych czarodziejów, kilku olbrzymów i wilkołaków. Było także sporo zniszczonych posągów i zbroi, które również walczyły z siłami ciemności. Uśmiechnęła się mimowolnie, gdy mężczyzna warknął, słysząc jak brunetka zwraca się do niego. Wolną dłonią sięgnął do jej włosów i wyciągnął kilka kawałków szkła.

- Nie powinnaś być teraz z… - zaczął, ale dziewczyna bardzo skutecznie mu przerwała, stając na palcach i przyciągając go do siebie. Pocałowała go i uśmiechnęła się, gdy znowu cicho warknął. Wiedziała, co powiedziałby dalej i wolała tego nie słuchać. Chociaż minął już rok od śmierci Dumbledore’a, a Zakon Feniksa został bardzo szybko poinformowany, że śmierć ta była wcześniej zaplanowana i dokonana została na życzenie dyrektora Hogwartu, zarówno Harry Potter jak i jego najlepszy przyjaciel, Ronald Weasley, nie potrafili wybaczyć tego swojemu Mistrzowi Eliksirów. W przeciwieństwie do Hermiony, która już po dwóch tygodniach powoli zaczęła przyzwyczajać się do myśli, że ich znienawidzony nauczyciel zamordował kogoś na jego własne życzenie. Później… później wszystko potoczyło się w sposób, o jakim nawet nie śniła.

Odsunął się od niej, patrząc na jej twarz. Zazwyczaj blade policzki były pokryte teraz delikatnym rumieńcem i ciemnymi smugami kurzu i brudu. Na lewym policzku widoczna była teraz sporej długości rana, z której wciąż powoli płynęła krew. Severus otarł policzek młodej dziewczyny i powrócił do poprzedniej pozycji, nieznacznie łapiąc jej dłoń. Cicho westchnęła.

- Nie, nie powinnam. Oni są teraz… - zamilkła, szukając odpowiedniego słowa. Przygryzła wargę, bo chciała powiedzieć, że są szczęśliwi, ale to nie było możliwe. – Ron opłakuje zmarłego brata, w końcu nie ważne, jaki był, ale Percy zawsze był jego starszym bratem – powiedziała powoli, wpatrując się przed siebie. – A Harry… Po tym, co się wydarzyło, na jego miejscu sama potrzebowałabym samotności i nie chciałabym, żeby każdy podchodził do mnie, gratulował mi dobrej walki i współczuł, że jest się samym. On teraz pewnie jest u siebie. Albo siedzi gdzieś z Ginny. – Uścisnęła mocniej dłoń Severusa. Mężczyzna skinął głową, spoglądając na dziewczynę.

Nie odpowiedział jednak nic, nie bardzo wiedząc co. Zmęczony walką, ciągłym szpiegowaniem, podwójnym życiem, udawaniem, ukrywaniem się i torturami, nie miał nawet siły na odrobinę złośliwości czy ironii, chociaż nigdy nie brakowało mu na to czasu czy chęci. Widział jednak, jak wielka zmiana zaszła w tej niewysokiej, młodej kobiecie. Zbyt wiele rzeczy zwaliło się na nią w jednej chwili, a przecież była tylko delikatną dziewczyną, niemającą nawet dziewiętnastu lat. Objął ją ramieniem, dalej jednak patrząc przed siebie. Czarne oczy nie zdradzały niczego, a Hermiona nie miała nawet siły na zastanowienie się, co może myśleć jej mężczyzna. Dziwnie to brzmiało, nawet w jej głowie! Jeszcze rok temu był znienawidzonym nauczycielem, mordercą, a teraz nagle, w przeciągu kilku miesięcy, stał się dla niej całym światem. Bezwiednie wtuliła się w chudą pierś mężczyzny i przymknęła oczy.

- Zmęczona? – Spytał cicho, lekko zachrypniętym głosem. W odpowiedzi mruknęła tylko coś niewyraźnie na znak zgody, a on wziął ją na ręce. Szybkim krokiem przeszedł przez zniszczony dziedziniec, wszedł do Sali Wejściowej pełnej gruzów, ominął martwe ciało wilkołaka Greybacka i wszedł do lochów, wciąż niosąc brunetkę. Przeszedł przez zabezpieczenia, jakie sam rzucił na swój gabinet i już po chwili wszedł do swojej sypialni, gdzie ułożył dziewczynę na dużym łóżku. Spojrzała na niego, ledwo przytomnie, jednak wiedział, że mimo największego zmęczenia, będzie miała koszmary tej nocy. Bez słowa podał jej fiolkę z eliksirem spokojnego snu, a ona spokojnie ją wypiła.

- Dobranoc, Severusie – powiedziała cicho, zamykając swoje duże, orzechowe oczy. Mężczyzna wyciągnął z jej włosów jeszcze kilka kawałków szkła i patrzył jak powoli zasypia.

- Dobranoc, Granger – rzucił, zdejmując swoją czarną, porwaną szatę. Gdy usłyszał jej spokojny oddech, poszedł do łazienki. Wciąż zastanawiał się, co taka młoda, inteligentna i ładna kobieta w nim widzi. Nie był przecież przystojny, zaczynając od haczykowatego nosa, ziemistej cery i prawie zawsze przetłuszczonych włosów, a na bladym i chudym ciele pełnym blizn kończąc. Oparł dłonie o umywalkę i spojrzał w lustro. Odkąd zaczął uczyć w Hogwarcie niewiele spoglądał w jakiekolwiek lustra, chociażby, dlatego, że nienawidził samego siebie za śmierć tylu niewinnych osób i za fakt, że ciągle oszukiwał. Nie żałował jednak śmierci Jamesa Pottera i gdyby teraz został postawiony przed wyborem, nie wahałby się – znowu pozwoliłby na jego śmierć, o czym młoda kobieta, leżąca w jego łóżku, wcale nie musiała wiedzieć.

Potter był kanalią, a Severus nawet przez jeden dzień nie pomyślał o tym, by mu wybaczyć. Nie zasługiwał na to. Zasługiwał za to na długą i bolesną śmierć w męczarniach, tak samo, jak cała reszta Huncwotów. I chociaż Severus był skłonny tolerować Remusa Lupina, to cieszył się, że cała reszta znienawidzonych przez niego osób nie żyje, bądź jest skazana na pocałunek Dementorów. Włącznie z Voldemortem i Dumbledorem.

Puścił zimną, niemal lodowatą wodę i wszedł pod prysznic. Chociaż taki chłód powinien doprowadzić przynajmniej do szoku, Severus nawet nie zareagował. Po dwudziestu minutach temperatura wody przestała mu całkowicie przeszkadzać, a nawet poczuł ciepło, szczególnie wtedy, gdy wyszedł spod prysznica, owinął się ręcznikiem i wrócił do śpiącej dziewczyny. Położył się obok niej, chociaż nie odczuwał już takiego zmęczenia jak wcześniej.

Spojrzał na prawie dziewiętnastoletnią dziewczynę. Przez moment wpatrywał się w nią. W jej zakurzoną i poranioną twarz, dłonie zaciśnięte w pięści tak mocno, że zbielały jej kostki. W burzę bujnych, brązowych włosów, teraz mocno skurzonych i przyklapniętych. Wiedział, że przeżyła w tym jednym dniu zbyt wiele jak na taką drobną osobę. Po raz pierwszy rzuciła wiele Zaklęć Niewybaczalnych, mordując przy tym kilku Śmierciożerców. I chociaż dobrze wiedziała, że zrobiła to w imię dobra, to Severus doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jak źle nastolatka to zniesie. Zimną dłonią przejechał po jej policzku, więc cicho mruknęła przez sen i przewróciła się na plecy. Obserwował jej sylwetkę, rejestrując nawet najmniejsze drgnienia jej ciała. W ciągu tego roku schudła przynajmniej z dziesięć kilo, bo nie miała zbyt wiele czasu na jedzenie – warzyła eliksiry w lochach, pomagała Harry’emu w odnalezieniu horkruksów, spotykała się z Severusem, przygotowywała do wojny i, jak przystało na pannę Wiem-To-Wszystko, uczyła się do egzaminów końcowych.

Była ładna, przynajmniej w oczach mężczyzny. Miała płaski brzuch i kobieco zaokrąglone biodra, średniej wielkości piersi, widoczne zagłębienia przy obojczykach, chude ręce i delikatną fakturę skóry, teraz jednak bardzo nierówną, bo pociętą, gdyż tuż za nią jeden z olbrzymów rozbił największą z szyb w Wielkiej Sali. Severus dokładnie wpatrywał się w jej twarz i sporą ranę na policzku, zastanawiając się, czy jest sens to leczyć. Przecież blizna nadawałaby jej jeszcze więcej uroku, a sam czułby się lepiej, wiedząc, że i ona ma jakieś blizny. Zaraz jednak poczuł się jak skończony idiota, myślący tylko o tym, by to jemu było lepiej. Zganił się w myślach, ale mimo wszystko nie zabrał się za uleczenie tego.

Objął ją w pasie i, zamiast przytulić mocno do siebie, sam się w nią wtulił. Od wielu lat miewał koszmary i, mimo tej maski obojętności, potrzebował czyjejś bliskości, czyjegoś ciepła. Potrzebował, by ktoś przy nim był, a Hermiona była do tego idealna. Nie pozwalała mu na ciągłe odpychanie się, na złe myśli, karciła go, gdy zaczynał za bardzo się obwiniać o zło całego świata. Nikt, prócz młodej Gryfonki, nie znał go tak dobrze. Może z wyjątkiem Augustusa Rookwooda i młodego Malfoya, ale i te dwie osoby były dosyć wątpliwe. To dopiero przed nią odkrył swoją prawdziwą twarz, momentami odrzucając maskę zimnego i obojętnego mistrz eliksirów. Przy niej zarumienił się po raz pierwszy, ale, co Hermiony nie dziwiło, nigdy nie powiedział do niej po imieniu. Może z wyjątkiem chwil uniesienia, gdy żadne z nich się w niczym nie hamowało, ale poza sypialnią i gabinetem wciąż była panną Granger. Hermioną Granger. Osiemnastoletnią dziewczyną, która za dwa tygodnie miała przestać być jego uczennicą, tuż po zakończeniu najważniejszych egzaminów w świecie magii. Usnął, czując jej zaciśnięte dłonie na swoich plecach. Była przerażona Ostatnią Bitwą, a on był zmęczony ostatnimi dwudziestoma latami podwójnej służby.

W końcu jednak nastąpił spokój.



***



Hermiona miała tej nocy okropne koszmary, mimo eliksiru spokojnego snu, który zdążyła zażyć między jednym przebudzeniem z krzykiem, a drugim. Widocznie eliksir był jednak zbyt słaby na to, co przeżyła w ciągu całego dnia. Widziała śmierć niewinnych osób, sama zresztą doprowadziła do śmierci kilku Śmierciożerców i chociaż oni na to zasługiwali, ona nie czuła się z tym najlepiej. Była brudna, zbrukana krwią, odczuwała do siebie nienawiść i niechęć, miała ochotę wejść pod prysznic i nie wychodzić spod strumienia wody dopóki nie przestanie odczuwać tych negatywnych uczuć. Prawdopodobnie miało to jednak nigdy nie nastąpić. Wciąż widziała ten uśmiech Voldemorta, gdy rzucił śmiertelnym zaklęciem w Harry’ego. W tamtej chwili jednak prawdopodobnie bardziej bała się tego uśmiechu niż faktu, że Harry mógł zginąć. Ale przeżył i w dodatku pokonał mężczyznę, który na starcie odebrał mu prawo do życia w prawdziwej rodzinie, odebrał mu rodziców i możliwość szczęścia.

Całą noc rzucała się po łóżku, kręciła się, zaciskała dłonie i płakała. Być może eliksir zadziałał w jej przypadku z opóźnieniem, bo dopiero po dwóch godzinach usnęła spokojnie, wtulając się w Severusa. Mężczyzna przytulał się do niej jednak równie mocno, obejmując ciasno w pasie i wtulając twarz do jej piersi.

Gdyby w tamtej chwili ktoś wszedł do sypialni Mistrza Eliksirów, prawdopodobnie wyszedłby stamtąd w ciężkim szoku. Przez prawie dziesięć miesięcy nikt nie zauważył tego, co wytworzyło się między Hermioną Granger, uczennicą ostatniej klasy, a Severusem Snapem, mistrzem eliksirów, Śmierciożercą, szpiegiem doskonałym i nauczycielem Hermiony, który w dodatku wręcz nienawidził wszystkich Gryfonów, którzy stąpali po świecie.

Mruknęła cicho przez sen i przytuliła się mocniej do niego, przylegając niemal całym swoim ciałem do chudego ciała Severusa. Brudne włosy przysłoniły jej twarz, drażniąc jej ranę i łaskocząc po nosie. Kiedy eliksir w końcu w pełni zadziałał, przestała się męczyć tym snem, żadne bolesne wydarzenia nie raniły jej wrażliwej duży i umysłu, nic więcej jej nie bolało.



***



Kiedy przebudziła się po ponad dwunastu godzinach snu, czuła gorący oddech na swoim dekolcie i szyi, oraz dużą, męską dłoń na biodrze. Nieprzytomnie spojrzała na mężczyznę i mimowolnie się uśmiechnęła. Wciąż spał, dużo spokojniej niż do tej pory. Od wielu lat nie zdarzyło się, by przespał noc bez koszmarów. Hermiona delikatnie pogładziła jego policzek, opuszkami palców przejechała po wystających kościach policzkowych, mocno zaciśniętej szczęce i długim, haczykowatym nosie. Kciukiem pogładziła linię brwi i założyła kosmyk, jeszcze mokrych włosów, za ucho, odkrywając tym samym jedną z wielu blizn, jakie miał na ciele. Jedna z nich była na uchu i po lewej stronie karku, zdecydowanie wyglądała na sporą oparzelinę. Palcami przesunęła po całej bliźnie i pogładziła delikatnie jego plecy, pochylając się nad nim i całując go w policzek.

Mężczyzna mruknął cicho przez sen i pogładził jej biodro. Uśmiechnęła się i ponownie w niego wtuliła, delikatnie całując jego obojczyk. Oboje byli przykryci kołdrą, której poszewka była z jedwabiu i miała, jak należało spodziewać się tego po Severusie, kolor intensywnej czerni. Brunetka położyła dłoń na jego ramieniu i powróciła do wędrówki dłońmi po jego ciele, delikatnie zataczając kółka wokół wielu blizn. Pogładziła jego klatkę piersiową, dotknęła brzucha i podbrzusza, przejechała po kości biodrowej i biodrze, opuszkami palców zahaczając o jego pośladki i pogładziła jego udo. Severus raczej nie zasypiał ubrany, jeśli pominąć te kilka momentów, w których po prostu usypiał na stojąco, niezdolny by się rozebrać. Uśmiechała się, widząc jak powoli się budzi, jego dłoń gładziła jej biodro, zsunęła się na pośladki i zaczęła gładzić wyżej, pełzając po plecach, wzdłuż linii kręgosłupa… Przymknęła oczy, cicho wzdychając. Gładził jej kark i lekko masował potylicę, drugą dłoń położył na jej piersi i powoli zaczął ją masować. Cichy jęk wyrwał jej się z głębi gardła, co mężczyzna przyjął z pomrukiem i lekkim uśmiechem. Ustami dotknął jej gładkiej szyi, lekko ją przygryzając. Słyszał przyspieszony oddech brunetki i wpatrywał się w nią oczami czarnymi jak węgiel, pełnymi pożądania. Wciąż miała jednak zamknięte oczy, więc po chwili, najzwyczajniej w świecie przerwał pieszczoty. Jęknęła z oburzeniem i spojrzała na niego. Uśmiechnęła się, widząc te oczy i to spojrzenie pełne pasji, pożądania i namiętności. Pochyliła się i pocałowała go, a mężczyzna oddał pocałunek z jeszcze większą siłą. Naparł na jej miękkie, gorące wargi, obejmując ją mocno w pasie. Mruknęła, gdy językiem przejechał po jej wargach, rozchyliła usta, tym samym zapraszając jego język do wspólnej zabawy. Jedną rękę wsunął w jej włosy i zacisnął dłoń w pięść, całował ją coraz namiętniej, drugą dłonią starając się ją rozebrać. Nie bawił się w rozpinanie guzików – po prostu rozerwał to, co nie dało się rozpiąć. Odrzucił jej szkolną szatę i białą koszulę, długimi, zimnymi palcami gładząc jej blade ciało. Szybko rozpiął jej spódniczkę i zsunął z niej. Na chwilę oderwał się od dziewczyny i spojrzał z podziwem na jej ciało, mimo wielu bitewnych siniaków, paru blizn i rozcięć była na swój sposób piękna. Nie najładniejsza czy najpiękniejsza, ale po prostu dla niego idealna. Uśmiechnął się, widząc jej rozanieloną minę i rozpiął biały stanik, bez problemu uwalniając jej biust. Nie spieszył się z niczym, co bardzo często doprowadzało ją do szału. Leżała teraz na plecach na jego łóżku, a on zawisł nad nią, wciąż wpatrując się w jej orzechowe oczy, lekko zamglone z ogarniającego ją podniecenia. Złapał ją za podbródek, gdy była już zupełnie naga i zmusił ją do spojrzenia w swoje oczy. Widział w nich wszystko to, co chciał zobaczyć – pożądanie, miłość, oddanie i uległość wobec niego. Severus niejednokrotnie zastanawiał się, jakim cudem taka dziewczyna mogła go pokochać, w dodatku tak silną i niewinną miłością. Jego! Szczególnie teraz, kiedy wiedziała jaki był, co robił podczas pierwszej wojny, co robił w czasie ostatniej wojny i przed nimi, co działo się przez całe lata jego bycia wśród Śmierciożerców. A jednak chciała go, ze wszystkimi jego wadami, niemal z brakiem zalet, brzydkiego i ironicznego, sarkastycznego i sadystycznego, na widok którego wszystkie pierwszaki miały koszmary, a uczniowie wyższych klas ciągle na niego przeklinali i pomstowali, a jednak ona go uwielbiała, w jej oczach było tyle oddania i miłości, że każdy powinien mu zazdrościć. Ale ona była tylko jego. Trzymając ją za podbródek, pocałował ją namiętnie, zimną dłonią dotykając jej ud. Jęknęła z rozkoszy. Była taka drobna i wrażliwa, delikatna. Tak łatwo było ją zranić, chociaż jednym słowem, gestem, ruchem, czymkolwiek. Patrzył na jej twarz, na czerwone policzki, skołtunione, brązowe włosy, przymknięte powieki i długie rzęsy, mały nosek i zadrapanie na policzku. Puścił jej podbródek i pogładził krągłe biodra.

Hermiona usłyszała ciche warknięcie gdzieś w okolicach jej brzucha i pełno inwektyw, których nie szło powtórzyć. Otworzyła oczy i spojrzała na niego, ale już-już się odsunął, sięgnął po swój ręcznik i owinął go wokół bioder tak, jakby dopiero wyszedł spod prysznica. Nie wiedziała w pierwszej chwili, co go tak rozzłościło, ale po chwili usłyszała pukanie do drzwi. Sięgnęła po swoje ubrania i różdżkę, szybko zakładając na siebie rzeczy. W tym samym czasie Severus ruszył do drzwi, a ona rzuciła na siebie zaklęcie kameleona, by nikt nieproszony jej nie widział. Oparła się o ścianę przy drzwiach łazienki i w napięciu czekała aż mężczyzna do niej wróci. Policzki jej pulsowały, serce biło jak oszalałe, a oddech wciąż trochę był przyspieszony. Nawet nie sądziła, że kiedykolwiek Severus Snape mógłby tak na nią działać.

- Czego chcesz, Lupin? – usłyszała ciche warknięcie i znowu miała wrażenie, że serce zaraz wyskoczy jej z piersi. Lupin? Spodziewałaby się każdego, tylko nie jego. Prędzej McGonagall przyszłaby dowiedzieć się co z nim po wojnie. Ale Lupin? Przecież oni ledwo się tolerowali!

- Szukam Hermiony, nikt jej nie widział, odkąd Lucjusz Malfoy i Greyback ją zaatakowali – to drugie nazwisko zostało wymienione z nienawiścią, a dziewczyna wiedziała dlaczego i wcale mu się nie dziwiła. To właśnie ten Śmierciożerca zaatakował go, gdy był dzieckiem. Zaatakował i zaraził likantropią. Hermiona głośniej wciągnęła powietrze, czekając na odpowiedź Severusa.

- Skąd mam wiedzieć, gdzie podziała się Granger? Nie jestem jej ojcem, jakbyś tego nie zauważył i nie zamierzam jej pilnować – skłamał bez mrugnięcia okiem, chociaż Hermiona wiedziała, że w czasie bitwy, mimo iż próbował tego nie okazywać, to starał się ją ochraniać, nawet z daleka. – Może panna Wiem-To-Wszystko Granger siedzi, jak zwykle zresztą, w bibliotece i zakuwa do OWUTEMÓW, nie myśląc o tym, że ktoś się martwi? – w ostatnie słowo włożył tyle jadu i nienawiści, że Lupin cofnął się na krok. Severus w półuśmiechu obnażył zęby.

- Przeszukaliśmy całą szkołę, włącznie z biblioteką, pokojami wspólnymi i Zakazanym Lasem, a Pokój Życzeń jak zawsze jest otwarty, więc… - martwił się. Remus Lupin był zmartwiony, bo nie miał pojęcia co dzieje się z najlepszą uczennicą w szkole. Gdzie zniknęła? Może w ogólnym zgiełku wojny nikt nie zauważył jak została zabita? Jak ktoś ją porwał? Przełknął głośniej ślinę, patrząc na Severusa. Niedowierzał, że mężczyzna nawet nie okazał chociażby delikatnego zmartwienia na wieść, że ktoś zaginął.

- I co? Pomyślałeś, że pewnie Granger chciała spędzić ten czas po wojnie razem ze mną? W lochach? W dodatku… w mojej sypialni? – Remus tego nie usłyszał, ale Hermiona zdecydowanie wyczuła tą nutkę rozbawienia w głosie Mistrza Eliksirów. Nawet po zakończeniu wojny nie zdjął maski szpiega doskonałego. Zobaczył, jak na policzkach Remusa pojawia się nikły rumieniec, widoczny mimo sporego, kilkudniowego zarostu. – Nie myśl za dużo, bo wciąż ci się to nie udaje. Za cztery dni zgłoś się po Wywar Tojadowy. Do widzenia, Lupin – nie czekał na reakcję, po prostu zamknął wilkołakowi drzwi przed nosem i ponownie naniósł zabezpieczenia na wejście do swoich prywatnych komnat. Wrócił do sypialni i rozejrzał się, wyraźnie zirytowany. Zachichotała cicho.

- Granger, ściągnij to zaklęcie kameleona, bo nie wiem gdzie mam cię szukać – warknął poirytowany, a ona znowu się zaśmiała. Machnęła różdżką i znowu była widoczna dla niego. Teraz opierała się o drzwi łazienki i delikatnie się uśmiechała. Rzuciła swoją różdżkę na łóżko i zdjęła zakurzoną i zakrwawioną szatę, zrzucając ją na ziemię. Z tym delikatnym uśmiechem uważnie obserwowała reakcję mężczyzny, na jej kolejne ruchy i z przyjemnością usłyszała ciche warknięcie.

- Znowu powróciliśmy do panny Granger i pana profesora, Severusie? – zapytała z delikatnym uśmiechem. Miała podwiniętą spódniczkę, białą koszulę rozerwaną w kilku miejscach i rozpięte pierwsze cztery guziki. – Muszę się wykąpać, pomożesz mi z tymi resztkami szkła, które mam we włosach? – zapytała, jakby nigdy nic. Skinął głową nieznacznie i podszedł do niej. Złapał ją lekko za ramię, otworzył drzwi do łazienki i wepchnął ją do środka. Mruknęła cicho, a kiedy puścił ją, poranionymi dłońmi zaczęła rozpinać resztę guzików, jakie jej zostały, a było ich niewiele. Pozostałe zostały brutalnie zerwane, nim Remus im przerwał. Uśmiechnęła się na samą myśl i zdjęła resztę ubrań, wchodząc pod prysznic. Spojrzała na mężczyznę, ale nie odezwała się słowem. Odkręciła letnią wodę i przymknęła oczy, odwracając się do niego plecami. Podszedł do niej i objął ją lekko w pasie jedną ręką, drugą próbował wybrać resztę szkła i kamyczków z gęstych włosów dziewczyny, mrucząc przy okazji o tym, jakie to okropne włosy miała jego oblubienica. Nie potrafiła powstrzymać cichego chichotu.

- Cicho bądź – warknął cicho, co jeszcze bardziej ją rozśmieszyło. Słyszała uderzenie szkła i kamyczków o szklane naczynie, do którego Severus wrzucał wszystko, co wyciągnął z jej włosów. Ostatni kamyczek upadł, roztrzaskując większy kawałek szkła, a mężczyzna obrócił ją przodem do siebie i oparł o ścianę. Mruknęła, piekła ją rana na policzku, ale chłodne dłonie mężczyzny na jej ciele i gorący oddech na jej szyi doskonale odwracały uwagę od bólu. Odchyliła głowę, dając mu lepszy dostęp do swojej szyi, lekko wygięła się w łuk, gdy zacisnął dłoń na jej krągłej piersi. Cichy jęk wyrwał się z jej gardła, oparła dłoń na jego ramieniu, drugą obejmując go w pasie, przyciągając do siebie. Całował jej szyję i dekolt, sunął wyżej, podgryzając jej delikatną, kobiecą skórę, chłodnymi, twardymi wargami naparł na jej miękkie i pełne usta, co przyjęła z cichym pomrukiem. Ich ciała jak zwykle idealnie zgrały się w tańcu namiętności, pełnym pasji i pożądania. W chwilach takich, jak ta, dla Hermiony całym światem był nie kto inny, jak Severus. Nie liczyło się nic poza nim, jego ciałem, dotykiem, pocałunkiem, jego bliskością, pomrukiem i warknięciami. Był jej, w każdym tego słowa znaczeniu, a ona była jego tak, jak jeszcze nigdy wcześniej żadna kobieta. Wplótł jedną dłoń w jej gęste, brązowe włosy i zacisnął pięść, całując ją namiętnie. Miała przyspieszony oddech, cicho pomrukiwała i odwzajemniała jego pocałunki, chłód ściany i letnia woda, spływająca po ich ciałach przyjemnie drażniła jej nabrzmiałe od podniecenia ciało. Usłyszała warknięcie w okolicach szyi, mężczyzna zacisnął długie palce lewej dłoni na jej krągłym udzie, drugą zaciskając na jej piersi. Jęknęła i lekko się wygięła, wypychając biodra do przodu. Mocniej przyparł ją do ściany i jęknął.

- Severus… - wymamrotała cicho, kiedy powoli się uspokoiła. Uprzednio zaciskała dłonie na jego plecach, teraz powoli poluzowała zaciśnięte pięści.

- Hmm? – mruknął w jej dekolt, powoli się uspokajając. Lekko zadrżała i uśmiechnęła się, przymykając oczy. Pogłaskała go po mokrych włosach.

- Nic – szepnęła cicho, rozkoszując się jego bliskością. Mało kiedy mogła wyczuć jego spokój, przytulać się do w pełni rozluźnionego ciała prawie czterdziestoletniego mężczyzny. Zawsze był spięty, dokładny w każdym calu, czasami agresywny i bardzo drażliwy. Tylko przy niej w końcu pokazywał swoją prawdziwą twarz.

Wiedziała też, że przed nimi jeszcze długa droga do prawdziwego szczęścia. Czekają ich kłótnie i wyrzeczenia, chwile radości i chwile zwątpienia. Czeka ich starcie twarzą w twarz z rodzicami Hermiony, których dziewczyna najpierw musiała odnaleźć. O ile jeszcze żyli. Czekało ich również starcie z przyjaciółmi wciąż osiemnastoletniej czarownicy – wiedziała, że zarówno Harry i Ron, jak i Ginny nie będą zbytnio zadowoleni z obiektu jej uczuć i o ile była pewna, że Ginny szybko zaakceptuje jej decyzję, o tyle zastanawiała się, czy pozostała dwójka kiedykolwiek w życiu będzie w stanie chociaż tolerować jej mężczyznę. Westchnęła cicho i dopiero po chwili zwróciła uwagę, że mężczyzna dokładnie jej się przygląda, prawdopodobnie od pewnego czasu, a ona nieświadomie gładziła jego kark. Spojrzała w te ciemne oczy, pełne żywego zainteresowania jej myślami.

- Myślę o tym, jak to wszystko będzie teraz wyglądać – odpowiedziała na jego nieme pytanie. Skinął głową i powoli się od niej odsunął. Mokrą dłonią pogładził jej policzek, przejechał wzdłuż rany i znowu spojrzał na jej twarz. Orzechowe oczy wpatrywały się w niego z uwielbieniem i bezgraniczną ufnością. Pokręcił głową.

- Nie krzyw się, Severusie. I nie, nie lecz tego – odpowiedziała na kolejne pytanie, którego nie zadał. Przytuliła policzek do jego dużej, męskiej dłoni z długimi, ale kościstymi palcami. Uśmiechnęła się, widząc jego minę. Wciąż nie potrafił przyzwyczaić się do tego, że ona jest jego i w pełni go akceptuje, mimo tak wielu kłótni. Wspięła się na palce i pocałowała go w policzek. Woda leciała zimna, a ona już trochę zmarzła. Oparł się plecami o drugą ścianę i przepuścił ją by wyszła spod prysznica. Sięgnęła po ręcznik i spojrzała w lustro, gdy Snape stanął tuż za nią. Uśmiechnęła się.

- Czy ty wciąż musisz się uśmiechać? – spytał, wracając do swojego zrzędliwego tonu, co wywołało jeszcze większy uśmiech na jej twarzy.

- Muszę, ktoś z naszej dwójki będzie musiał nauczyć nasze dzieci uśmiechu – powiedziała, nawet nie zastanawiając się nad tym, co mówi.

- Zamierzasz mieć dzieci? Ze mną? – spytał zszokowanym tonem, aż zachichotała i splotła palce ich dłoni.

- Nie teraz, ale za kilka lat… Czemu nie. Kilku gryfonów z nazwiskiem Snape… - warknął, a ona wyszczerzyła zęby w pięknym uśmiechu.

- Żadnych Gryfonów w rodzinie – warknął, ale widząc jej odbicie w lustrze w porę się zreflektował – Dobra, z wyjątkiem ciebie – burknął, patrząc na nią. Uśmiechnęła się i przytuliła do niego. Zamknęła oczy, a w jej wyobraźni pojawił się wyjątkowo słodki obraz. Ich. Jej, jego i dzieci. Mruknęła cicho, a on tylko pokręcił głową. Nie musiał używać leglimencji, by wiedzieć o czym właśnie pomyślała. I o ile starał się nie myśleć, że skazuje nastolatkę na odrzucenie przez społeczeństwo, o tyle nie potrafił skazać niewinnych, zupełnie niewinnych dzieci, jakie mogły się urodzić. Bezwiednie zacisnął dłoń, aż syknęła, bo zapomniał o tym, że mieli splecione palce.

- Nie, żadnych ponurych myśli, Severusie – westchnęła cicho.

Spojrzał na nią ponuro, ale nic nie odpowiedział. Puścił jej dłoń i założył ręce na piersi, patrząc na Hermionę. Obiecywał sobie, że kiedy w końcu zabiją Czarnego Pana, będzie mógł być chociaż trochę szczęśliwszy, że będzie mógł mieć rodzinę, której nie miał nigdy wcześniej. Szczęśliwą rodzinę. Patrzył na nią, a w jego głowie układał się kolejny plan, uśmiechnął się do siebie. Znała ten uśmiech i nie wiedziała, czego można się po nim spodziewać. Zazwyczaj był to uśmiech typowego sadystycznego Mistrza Eliksirów. Uśmiech, jakim obdarzał wszystkich uczniów na swoich lekcjach – tak zwany półuśmiech, w którym sugestywnie obnażał zęby. Prawdopodobnie, gdyby uśmiechnął się w szkole, do uczniów tak, jak uśmiechał się do Hermiony w chwilach, gdy byli sam na sam, można by było się spodziewać wielu przestraszonych i zapłakanych uczniów, którzy baliby się na niego spojrzeć. Pogładziła jego policzek, nie pytając o nic.

- Głodna jestem – powiedziała po chwili, tym samym sprowadzając go na ziemię. Spojrzał na nią uważniej i przyznał, że sam mógłby coś zjeść, bo przecież nie jedli nic od prawie czterdziestu ośmiu godzin. Ubrał swoje czarne, nieśmiertelne szaty i przywołał skrzata domowego. Hermiona transmutowała swoje uprzednio zniszczone szaty w coś, co nadawało się do chodzenia, nie było wyzywające i nie było brudne. Ubrała się, miała teraz czarne spodnie, biały podkoszulek i czarną szatę szkolną. Usiadła w drugim pokoju na jednym z foteli i uśmiechnęła się. Severus był perfekcjonistą, musiał mieć wszędzie porządek, nie znosił żadnego bałaganu i sprzeciwu, a to jej się bardzo podobało. Po chwili na stoliku pojawiło się kilka talerzy pełnych jedzenia, dzbanek z herbatą i dwie duże szklanki. Spojrzała na Severusa, który ponownie przypominał Mistrza Eliksirów, profesora Snape’a. Wiedziała, że to, co wyprawiali przez ostatni rok zakrawało na szczyt perwersji – uczennica i nauczyciel! Sięgnęła po jeden z dyniowych pasztecików, obserwując jak jej mężczyzna nalewa herbatę do obu szklanek. Zaburczało jej w brzuchu tak głośno, że aż się zarumieniła ze wstydu. Nie sądziła wcześniej, że może być tak bardzo głodna.

Ponuro spojrzała na swój obiekt westchnień. Mężczyzna po prostu zgiął się w pół i zaczął się śmiać, tak, jak nigdy wcześniej. Śmiał się z niej! Z oburzenia aż brakło jej słów. Zresztą, była głodna, wolała zjeść jak najwięcej, żeby sytuacja sprzed chwili się nie powtórzyła. Kiedy przestał się śmiać, w kącikach czarnych oczu miał łzy ze śmiechu. Zaciekawiło ją to, bo przecież nigdy nie płakał. Nigdy nie uronił nawet jednej małej łzy. Nigdy, poza jedną z chwil. W milczeniu jedli jeszcze przez jakiś czas. Połknęła ostatni pasztecik i wzięła kubek w dłonie, znowu rozmyślając. Spojrzała na niego, gdy wypiła pół herbaty i zauważyła, że badawczo jej się przygląda.

- Granger… - zaczął powoli, a ona nawet nie zwróciła uwagi, że mówi do niej po nazwisku, przyzwyczaiła się do tego.

- hm? – mruknęła, spoglądając na niego. Uśmiechnęła się lekko, bo kiedy Severus się nie złościł, miał bardzo delikatne rysy twarzy.

- Hermiono Granger, wyjdź za mnie – spojrzała na niego, otwierając usta w zaskoczeniu, kubek wypadł jej z dłoni, rozbijając się na kafelkach. Rozlała resztę herbaty, wpatrując się w Mistrza Eliksirów. Czy on właśnie jej się oświadczył?!




środa, 26 czerwca 2013

9.

Cholera. Nie umiałam przebrnąć przez ten rozdział. Naprawdę. Miałam problem by dokończyć pierwszy wątek. W ogóle by z nim ruszyć, ale uznałam, że to najlepszy moment. Chyba wyszło mi sztucznie. W głowie wyglądało to inaczej, w praktyce wyszło jak wyszło. Wszystkich, których ten rozdział zawiedzie bardzo przepraszam. Nie umiałam nic innego ogarnąć. Wiem, zła ja. Co dalej... Hm, będzie się działo (:
Dzięki mojej cudownej becie, Marcie, jestem o krok do przodu, bo czuję się pozytywnie nakręcona do pisania. I nie chodzi o kwestię merytoryczną czy stylistyczną, ale ogólną. Dziękuję bardzo za wszystkie wymienione mejle, za wiadomości, za wsparcie moralne i wysłuchiwanie moich smętów, mimo iż momentami pewnie jestem okropnie nieznośna. Marsev, jesteś cudowna!
Co mnie obecnie napędza do pisania? SZARA TRYLOGIA. I muzyka z nią związana. Słyszeliście Evę Cassidy? Nie? To do niej odsyłam. Szybko!
Miłego czytania :).







Między zajęciami a szlabanem miała dwie godziny czasu, które postanowiła wykorzystać na rozmowę z przyjacielem. Najpierw musiała znaleźć gdzieś Harry’ego, a potem jakieś spokojne miejsce, w którym dałoby się rozmawiać bez dziesiątek osób, które chciałyby usłyszeć wszystko, co może powiedzieć Złoty Chłopiec. W Hogwarcie panowała ponura atmosfera i wszyscy zdawali sobie sprawę z czyhającego niebezpieczeństwa. Uczniowie pragnęli usłyszeć jakiekolwiek słowa pocieszenia czy plotki, które wskazywałyby na to, że jest nadzieja na zakończenie mrocznego etapu w czarodziejskim świecie.
Nikt już nie wywierał presji na Harry’ego, widząc, że chłopak chwilami jest na skraju załamania nerwowego. Coraz rzadziej pojawiał się na zajęciach czy posiłkach, za to więcej czasu spędzał w bibliotece. Młody Potter doskonale zdawał sobie sprawę, że losy całego świata czarodziejów spoczywają na jego barkach. To była myśl, która od dłuższego czasu nie dawała mu spokoju. Obawiał się, że tym razem nie da sobie rady, mimo iż przygotowania do Ostatniej Bitwy ruszyły pełną parą. Wszyscy nauczyciele, cały Zakon Feniksa i połowa uczniów, wraz ze swoimi rodzicami, szykowali się do ostatecznego starcia z Czarnym Panem i jego poplecznikami. Jednak to na Harrym ciążyło najtrudniejsze zadanie – zabicie tego, przez którego wszystko się zaczęło. Najgorsze jednak było to, że musiał najpierw pozbyć się wszystkich horkruksów, a tak naprawdę nie wiedział gdzie mógłby je odnaleźć. W jakiej części świata? Co takim horkruksem mogłoby być?
Hermiona weszła do biblioteki z nadzieją, że zobaczy Harry’ego. Nie pomyliła się. Brunet siedział sam przy najbardziej oddalonym od wejścia stoliku, a dokoła niego były porozkładane stare księgi. Nie tak dawno dostał od dyrektor McGonagall pozwolenie na korzystanie z Działu Ksiąg Zakazanych, dlatego przychodził tam w każdej wolnej chwili.
Podeszła do stolika i uśmiechnęła się słabo, patrząc na niego.
- Mogę? – spytała, wskazując na wolne miejsce obok niego. Kiwnął tylko głową, nawet nie podnosząc wzroku znad książki. Usiadła obok i przez chwilę przyglądała się książkom, które studiował. Westchnęła. – Harry, możemy porozmawiać? – spytała cicho. Podniósł wzrok znad książki, a ona zobaczyła jak bardzo był zmęczony.
- O czym chcesz rozmawiać, Hermiono? – spytał, patrząc na nią przez moment.
- Chciałam cię przeprosić, Harry – powiedziała w końcu. – Ostatnio całkowicie skupiłam się na swoim zadaniu, a przecież obiecałam, że ci pomogę – mruknęła.
Potter zdjął okulary i przetarł oczy dłonią. Spojrzał na przyjaciółkę i przez jakiś czas się nie odzywał. Tak naprawdę nie czuł złości, nie czuł się nawet zawiedziony. Wiedział, że każdy ma jakieś zadanie, które musi wykonać, a on musi poradzić sobie sam. Uśmiechnął się do dziewczyny, mimo wyraźnego zmęczenia i niechęci do rozmowy z kimkolwiek. Niechęć ta wynikała z prostego faktu, jakim było okropne zmęczenie czarnowłosego.
- Nie przepraszaj – powiedział, ponownie zakładając okulary. – Sama masz ostatnio dużo zajęć, musisz przebywać w lochach ze Snapem i robić eliksiry. Nie sądzę, żeby jego obecność była czymś przyjemnym – dodał, patrząc na nią. Skinęła głową.
- Ale powinnam ci pomóc, Harry. Pamiętasz co sobie obiecaliśmy? Że będziemy zawsze razem. Już w pierwszej klasie powiedzieliśmy ci z Ronem, że cię nie zostawimy i będziemy razem. To była nasza decyzja. I teraz powinnam ci pomagać jak tylko mogę, zamiast spędzać tyle czasu w pracowni eliksirów. Przepraszam, naprawdę cię przepraszam. – położyła dłoń na ramieniu chłopaka. – Jak chcesz to w sobotę nad tym przysiądę i jakoś ci pomogę. Albo teraz? Co ty na to? – spytała entuzjastycznie, chociaż w rzeczywistości sama była zmęczona.
- Wiem, że teraz musisz iść na szlaban. Poza tym powinnaś odpocząć. Hermiona, nie przejmuj się tyle, radzę sobie. Naprawdę – dodał, zauważając jej spojrzenie.
Patrzyła na niego trochę sceptycznie.
- Jesteś pewien? Bo jak chcesz to nie pójdę na szlaban, już i tak spędzam z nim wystarczająco dużo czasu – mruknęła, mimo iż wolała nie uciekać ze szlabanu z Mistrzem Eliksirów. Mogłoby się to, przynajmniej dla niej, źle skończyć.
- Tak, jestem pewien. Idź odpocząć, a potem zmykaj na szlaban. Hermiona, nie przejmuj się tak, porozmawiamy później, dobrze? – Spojrzał na nią i uśmiechnął się.
- Dobrze, ale musisz mi coś obiecać – powiedziała w końcu, patrząc na niego. Tak naprawdę jedyne o czym marzyła, to położyć się i przespać wszystko, co zbliżało się wielkimi krokami – urodziny, ślub Billa i Fleur, Ostatnia Bitwa, codzienne oddawanie krwi, warzenie eliksirów… Wszystko to, niestety, zaczynało ją przerastać.
- Co mam obiecać? – spytał i spojrzał na Hermionę trochę podejrzliwie.
- Zabierz te książki i również idź się przespać, marnie wyglądasz – powiedziała i uśmiechnęła się do niego. Zaśmiał się.
- To miał być komplement? – spytał z rozbawieniem.
- Powiedzmy. To jak? Prześpisz się? – zapytała, patrząc na niego.
- Prześpię – obiecał. – Ale idź już, bo w końcu padniesz, a tego nikt by nie chciał. Wiesz w końcu, że jesteś niezastąpiona. Wiesz o tym, prawda?
- Może – powiedziała po chwili milczenia. – Do zobaczenia, Harry - ucałowała przyjaciela w policzek. Wstała od stołu i wyszła z biblioteki. Była naprawdę zmęczona i miała nadzieję, że godzina snu da jej cokolwiek.

***

Godzina dała jej niewiele, chociaż nie wyglądała już jak inferius – blada i z podkrążonymi oczami. Teraz było odrobinę lepiej, bo już nie miała takich sińców pod oczami. Wzięła swoją różdżkę, bez której się nie ruszała, i wyszła z dormitorium. Po drodze nie zwracała uwagi na ludzi, których mijała, chciała jak najszybciej dostać się do pracowni eliksirów na szlaban, odbyć ten szlaban i pójść na spotkanie z Blaisem. Nie wiedziała jednak, którego spotkania bardziej się obawiała.
W połowie drogi do lochów przypomniała sobie, że musi przekazać mężczyźnie kopertę z zaproszeniem. Zezłościła się, że po raz pierwszy nie wzięła swojej torby i już miała wracać, kiedy przypomniała sobie o zbawiennym zaklęciu Accio. Dzięki niemu w krótką chwilę miała w ręce ładną, kremową kopertę, z wykaligrafowanym napisem „Profesor Severus Snape” na samym środku. Schowała ją, żeby nikt przypadkiem jej nie zobaczył i ponownie ruszyła w stronę lochów. Znów była chwilę przed czasem, pięć minut, ale nawet tyle go złościło. Zamierzała więc poczekać tę chwilę na korytarzu.
Zamierzała, ale jak zwykle jej się nie udało.
- Co tu robisz, Granger? – Usłyszała nieprzyjemny, zimny głos za sobą. Jęknęła w duchu. Jeszcze jego jej brakowało. Odwróciła się powoli i spojrzała na wysokiego, platynowowłosego mężczyznę.
- Nie twój interes, Malfoy – powiedziała dosyć chłodno, patrząc na niego. W rzeczywistości nie chciała spędzić z nim ani nawet jednej chwili. Nie wiedziała co może Malfoyowi przyjść do głowy.
- Granger, jaka się ostra zrobiłaś – zakpił. – Kto ma na ciebie taki zbawienny wpływ, że w końcu postanowiłaś pozbyć się Weasleya ze swojego życia? – spytał, patrząc na nią. Skrzywiła się, słysząc jego słowa.
- Odczep się, Malfoy – powiedziała zła. – To nie twój interes co robię ze swoim życiem i jak się zachowuję, więc możesz już stąd odejść – rzuciła zła i chciała, mimo pewności, że Severus będzie wściekły, wejść do pracowni eliksirów. Już nawet wyciągnęła rękę w stronę drzwi, ale blondyn skutecznie zastawił jej drogę.
- Dokąd się tak śpieszysz, Granger? – Spojrzał na nią stalowymi oczami, w których nie było nawet cienia uczucia. Hermiona jednak postarała się nie pokazać, że obawia się tego chłodnego spojrzenia.
- Powiedziałam już, że to nie twój interes, Malfoy! – Była na niego wściekła. Bała się go. Wszystko zaczynało się komplikować. Po raz pierwszy naprawdę chciała dostać się do lochów. Zdecydowanie bardziej wolała towarzystwo Severusa Snape’a niż Malfoya, po którym można było się wszystkiego spodziewać.
- A może jednak mój? Jesteś w lochach, w miejscu, w którym nie powinno cię być. Spoufalasz się z Blaisem, czego nie powinnaś robić… Granger, wiesz dobrze, że robisz źle – powiedział, patrząc na nią. Skuliła się pod jego spojrzeniem, nie wiedząc za bardzo co ma ze sobą zrobić.
- Malfoy, mam szlaban, a ty dobrze o tym wiesz – rzuciła i chciała go wyminąć, jednak znowu zastąpił jej drogę. Skrzywiła się. Co jeszcze miała zrobić? Pięć minut na pewno już minęło, a ona miałaby się po raz kolejny spóźnić? To było nie do pomyślenia. W duchu aż zaklęła. – Cholera, przepuść mnie już! - krzyknęła i znowu próbowała go wyminąć.
Zaśmiał się. Hermiona dopiero wtedy zrozumiała, w jak niebezpiecznej sytuacji się znalazła. Przecież nie znała Malfoya, nie wiedziała na co może wpaść, jak zareaguje. Malfoy był nieobliczalnym, zagubionym siedemnastolatkiem, z czego dziewczyna, niestety, doskonale zdawała sobie sprawę. Nie bardzo wiedziała też jak ma walczyć z chłopakiem i co ma zrobić, żeby jej się jeszcze bardziej nie oberwało. Złapał ją za nadgarstek, może trochę zbyt mocno go ścisnął. Spojrzał w jej orzechowe oczy, w których widać było tylko niewyobrażalne przerażenie. Tak, Hermiona Granger się go bała. Draco nie wiedział co o tym myśleć. Wcześniej by się z tego ucieszył, ale teraz… teraz wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Patrzył na nią, na jej bladą twarz, kilka piegów na małym nosie, na jej przerażone, duże oczy. Stał nieruchomo, wciąż trzymając jej nadgarstek.
- Co tu się dzieje? - usłyszała głos Mistrza Eliksirów i niemalże się uśmiechnęła, widząc go w drzwiach, tuż za plecami wysokiego blondyna. Severus spojrzał na dwójkę przed nim – Granger, od pięciu minut czekam na ciebie w gabinecie, chcesz zarobić kolejny szlaban? – spytał chłodno, po czym spojrzał na chłopaka. – Draconie, o ile dobrze wiem miałeś tutaj przyjść dopiero za trzy godziny, nie teraz. Czyżbym się mylił? – spytał, siląc się na spokój.
- Oczywiście, że się nie mylisz – odparł Ślizgon, a Hermiona aż przymknęła oczy, słysząc bezczelność w jego głosie. Severus jednak wydawał się nie zwracać na to uwagi.
- W takim razie puść pannę Granger i przyjdź tu wtedy, kiedy będzie twoja kolej – powiedział jeszcze chłodniejszym tonem. Malfoy spojrzał z niechęcią na brunetkę i ją odepchnął.
- Jeszcze się spotkamy, Granger – syknął i odszedł, obrzucając mężczyznę nienawistnym spojrzeniem. Hermiona rozmasowała nadgarstek i weszła do pracowni eliksirów, kiedy Severus przepuścił ją w drzwiach. Spojrzała na niego z pewną wdzięcznością. W końcu nie miała pojęcia co by się stało, gdyby nie otworzył tych drzwi.
- Spóźniona – rzucił chłodno, nie zaszczycając jej spojrzeniem.
- Wiem, ale… - wyjąkała, patrząc na niego. Przecież wiedział, że to nie było od niej zależne, więc dlaczego się na niej mścił? O co mu chodziło?
- Nie ma ale, Granger. Co ja ci mówiłem o punktualności? – Zmierzył ją ostrym, przeszywającym spojrzeniem i po raz pierwszy Hermiona poczuła przemożną chęć by się rozpłakać jak małe dziecko. Dlaczego tak ją traktował? W czym była gorsza od innych? Co zrobiła źle, że tak bardzo próbował się na niej zemścić? Odegrać? Za co? Przecież była jedyną osobę, która tak naprawdę go broniła, powinien o tym wiedzieć, powinien pamiętać!
- Byłam punktualnie, to Malfoy…
- Pana Malfoya proszę do niczego nie mieszać. – warknął. Cofnęła się. Nie wiedziała o co mu chodzi, nie wiedziała też dlaczego Mistrz Eliksirów zachowywał się w ten sposób. Co mu zrobiła?
- Gdyby mnie nie zatrzymał to bym się nie spóźniła! – powiedziała w końcu, unosząc głos. Spojrzała na nauczyciela, po raz pierwszy poczuła w sobie gniew. Przez chwilę wpatrywała się w mężczyznę pełnymi gniewu, orzechowymi oczami. – Ale przecież pana to nie obchodzi, że ja NIE MOGŁAM tutaj wejść, bo w końcu się spóźniłam! – Krzyknęła, przestając nad sobą panować. Cała tłumiona złość znalazła w końcu swoje ujście. – Mam tego dosyć, jestem na każde zawołanie, a pan i tak znajduje wymówki, żeby wiecznie mieć do mnie jakieś pretensje. Dlaczego? – spytała, a jej głos nagle stał się spokojniejszy. – Dlaczego tak bardzo mnie pan nienawidzi? – spytała jeszcze ciszej, patrząc prosto w czarne oczy mężczyzny.
Severus milczał przez dłuższą chwilę, wpatrując się w dziewczynę. Zaskoczyła go swoją krnąbrnością, pewnością i bezczelnością. W jej oczach nie zobaczył nawet cienia niepewności czy strachu. To była zupełnie inna panna Granger. Była gotowa zawalczyć o swoje. Po raz pierwszy, odkąd przyszło im współpracować, poczuł, że w końcu nie jest to zahukana nastolatka, która nie wie, czego i tylko wykonuje polecenia grona pedagogicznego bądź członków Zakonu. W końcu była kimś, kto chciał walczyć, nie tylko o swoje, ale także o to, co go otacza.
- Granger… - Zaczął cicho, patrząc na nią. Nie spuszczała z niego pełnego złości i pewności siebie wzroku, mimo iż była, czego Severus był pewny, przerażona swoim nagłym wybuchem. W końcu była panną Wiem To Wszystko, idealną, perfekcyjną. Nigdy w życiu nie nakrzyczała na żadnego z nauczycieli, do osób dorosłych zawsze odnosiła się z wielkim szacunkiem.
Zacisnęła zęby, wpatrując się w niego. Miała wrażenie, że jeszcze chwila i się rozpłacze.
- Granger – powtórzył powoli, wciąż wpatrując się w twarz dziewczyny. – Czy ty próbujesz pyskować? – spytał, a kiedy chciała coś powiedzieć, uciszył ją ruchem ręki. – Nie odzywaj się, dopóki ci nie pozwolę, Granger – syknął, mierząc ją spojrzeniem. Czarne oczy, jak zawsze, były bezuczuciowe, głębokie niczym studia bez dna. – Nigdy więcej nie próbuj podważać mojej decyzji, bo może się to dla ciebie źle skończyć, Granger. – Po raz trzeci powtórzył jej nazwisko, tym samym chłodnym tonem. Stała w miejscu, bojąc się cokolwiek powiedzieć. – A teraz wypij ten eliksir – tu podał jej jedną fiolkę z płynem w kolorze patyny – i zajmij się swoimi eliksirami, zamiast pyskować, bo to w końcu pójdzie na twoją niekorzyść. A póki co, za obrażanie i pyskowanie nauczycielowi… Dodatkowy tydzień szlabanu i kolejne punkty zabrane Gryffindorowi. Tym razem pięćdziesiąt. Chciałabyś coś jeszcze powiedzieć, Granger? – spytał i uśmiechnął się wrednie. Dziewczyna tylko pokręciła głową, biorąc od niego fiolkę z eliksirem.
Odkorkowała ją i niepewnie powąchała. Nigdy wcześniej nie spotkała się z takim kolorem eliksiru. Miał jednak przyjemny, ale bardzo słodki zapach mleka kokosowego. Uśmiechnęła się, po czym wypiła, nie pytając mężczyzny czym jest ten eliksir. W smaku był jeszcze słodszy niż w zapachu. Skrzywiła się i odłożyła probówkę. Spojrzała na mężczyznę.
- Eliksir wzmacniający połączony z eliksirem uzupełniającym ilość krwi w organizmie – powiedział spokojnie. – To znacznie lepsze niż mugolski sposób obdarowywania dawców krwi tabliczkami jakiejś czekoladopodobnej masy. – Wzruszył ramionami, patrząc na zaskoczoną osiemnastolatkę.
- Dziękuję – powiedziała, bo tylko na tyle było ją stać. Skinął głową.
- Zajmujesz się dzisiaj dokończeniem Veritaserum. Poza tym od dzisiaj, Granger, zabierasz się za utworzenie eliksiru wielosokowego. Zakon go potrzebuje, a z tego co wiem, to ty już ten eliksir kiedyś uwarzyłaś. A może się mylę? – zakpił, patrząc na nią jeszcze przez chwilę.
- Nie, nie myli się pan profesor – powiedziała cicho. – Czy wszystkie składniki są w magazynie czy coś trzeba zebrać… albo dokupić? – spytała w końcu.
- To, co jest teraz potrzebne, znajdziesz w magazynie. Resztę składników załatwię niedługo, Granger, kiedy będą potrzebne. Wkrótce i tak muszę wybrać się na Pokątną po część składników i na Nokturna – dodał. Znowu jej się tłumaczył, bez żadnej potrzeby. Zaklął w myślach. – Zabieraj się lepiej za robienie eliksirów, zamiast zadawać niepotrzebne pytania – powiedział chłodno i odwrócił się.
Hermiona przez chwilę zastanawiała się czy może cokolwiek mu powiedzieć czy lepiej nie. Patrzyła na niego, w końcu jednak zdecydowała się odezwać, mimo jego zakazu.
- Mogłabym pójść z panem na te zakupy? – spytała w końcu, patrząc na plecy mężczyzny. Chciał wyjść, ale jej słowa sprawiły, że od razu się zatrzymał. Odwrócił się w jej stronę i uniósł brew.
- Oszalałaś, Granger? – spytał ostro.
- Nie, panie profesorze – mruknęła. – Chciałabym coś zobaczyć na mieście, ale… No nie mam jak i kiedy, więc może gdybym poszła z panem...– zasugerowała.
- Oszalałaś – powiedział, patrząc na nastolatkę z niedowierzaniem. – Jak to sobie wyobrażasz? Wpadniesz prosto w ich pułapkę, Granger. W całym czarodziejskim świecie chodzą Śmierciożercy, wszędzie możesz się na nich natknąć. Jesteś na ich czarnej liście, Granger. Za ciebie, Pottera i Weasleya są wyznaczone wysokie nagrody pieniężne. Chcesz, żeby od razu cię zabili czy żeby przyprowadzili cię prosto przed oblicze Czarnego Pana? – spytał chłodnym tonem, patrząc wprost na dziewczynę. Był pewien, że nie przemyślała sytuacji, w jakiej się obecnie znajdowała.
- Wiem, profesorze, ale pomyślałam, że… że jest jeszcze na tyle eliksiru wielosokowego, dzięki czemu można by było kupić składniki. No i mogłabym się wyrwać w końcu z tego miejsca – przyznała, patrząc na mężczyznę.
- Pomyślimy, Granger – rzucił i wyszedł.
Hermiona nie mogła oprzeć się dziwnemu wrażeniu, że mężczyzna ukrywa coś ważnego i za wszelką cenę próbuje nie doprowadzić do sytuacji, w której mogłoby to wyjść na światło dzienne, zwłaszcza przy uczennicy, z którą musiał spędzać tyle czasu, mimo iż naprawdę nie miał na to ochoty. Zwłaszcza teraz, kiedy wszystko się skomplikowało. Uśmiechnęła się jednak, bo mężczyzna dał jej minimalną nadzieję na to, że uda jej się chociaż na moment wyrwać z Hogwartu po potrzebne składniki do eliksirów. Wiedziała jednak, że jest pewien składnik, o którym mężczyzna dowiedzieć się nie może.
W ciszy zabrała się za warzenie eliksirów. Eliksir wielosokowy był skomplikowany, ale skoro potrafiła go przygotować już w drugiej klasie, to teraz, po pięciu latach, nie czuła w ogóle zdenerwowania. Musiało jej się udać. Po prostu musiało.
Zajmowała się obydwoma eliksirami w ciszy, starając się nie przejmować tym, że w każdej chwili do pomieszczenia może wrócić jej nauczyciel. Zmniejszyła ogień pod kociołkiem z wielosokowym i usiadła na krześle. Oparła dłonie na blacie jednego ze stołów i rozejrzała się po nieprzyjemnie chłodnej pracowni, w ścianach z kamienia i z masą różnych dziwnych substancji w słoikach. Dopiero wtedy, kiedy przyglądała się pomieszczeniu, przypomniała sobie, że ma do przekazania zaproszenie dla mężczyzny i aż się skrzywiła. Przecież był na nią wściekły, Merlin jeden wie za co.
Westchnęła, wyciągając kopertę. Położyła ją na stoliku i czekała, aż nauczyciel wróci. Nauczona doświadczeniem nie zamierzała do niego iść, w razie gdyby sytuacja miała się znowu powtórzyć. Czas płynął, przynajmniej jak dla niej, zdecydowanie za wolno. Zerkała co jakiś czas na zegarek.
18:30
Do jej spotkania z Blaisem zostało ledwo półtorej godziny. Westchnęła. Miała nadzieję, że zdąży jeszcze na chwilę wstąpić do swojego dormitorium, ale dopiero teraz zdała sobie sprawę, że może czekać na mężczyznę wieczność. A przynajmniej jeszcze ze dwie godziny, co jej się bardzo nie podobało.
19:00
Podniosła się z krzesła i wzięła kopertę. Podjęła decyzję, że nie może dłużej czekać i musi iść dać mu zaproszenie. Nie chciała dłużej czekać, zwłaszcza, że udało jej się  już zrobić podstawę eliksiru. Zdecydowała jednak, że zanim do niego pójdzie, zamknie jeszcze magazyn, o czym wcześniej zupełnie zapomniała. Weszła do pomieszczenia i zauważyła, że na stoliku stał słoik ze skórką Boomslanga. Hermiona aż jęknęła w duchu, zauważając gdzie jest puste miejsce na półkach – na samej górze. Była zdecydowanie za niska, nawet kiedy wspięła się na palce. Rozejrzała się za jakimś stołkiem, na którym mogłaby stanąć, ale w pobliżu nie zobaczyła niczego takiego. Warknęła zła, nie bardzo wiedząc jak może go odłożyć.
Postanowiła jednak się nie poddawać. Przesunęła duży, masywny stół pod regał i jedno krzesło. Weszła na krzesło, a później na stolik. Wzięła słoik i w końcu umieściła go na odpowiednim miejscu. Wolała wszystko posprzątać, zanim mężczyzna wróci. Nienawidziła bałaganu, była perfekcjonistką, zresztą tak samo, jak i Mistrz Eliksirów. Chciała, by wszystko było jak najlepiej ułożone, przygotowane, posprzątane. Musiało być perfekcyjnie.
Byłoby, gdyby nie fakt, że Hermiona momentami bywała niezdarna w swojej perfekcyjności i zachwiała się. Przeraziła się, że spadnie ze stołu, ale nie dlatego, że sobie coś zrobi, tylko dlatego, że mogła coś zbić, zniszczyć, a wtedy znowu poznałaby gniew czarnowłosego mężczyzny. Czego jak czego, ale właśnie tego obawiała się najbardziej.
- Co ty robisz, Granger?! – Głos mężczyzny potoczył się echem po tym niewielkim pomieszczeniu. Dziewczyna spojrzała na niego, starając się utrzymać równowagę. Podszedł do niej szybkim, zamaszystym krokiem i zdjął ją ze stołu, uprzednio łapiąc w pasie. Kiedy tylko postawił ją na ziemi, szybko odsunął się od niej tak daleko, jak tylko się dało.
- Ja… Ja chciałam tylko odłożyć słoik – mruknęła cicho, patrząc na mężczyznę. Znowu się zdenerwowała, widząc jego spojrzenie, pełne złości i niechęci. Cofnęła się.
- Wchodząc na stolik? – spytał chłodno. – Granger, jesteś czarownicą czy nie? – warknął. – Chyba potrafisz machnąć różdżką i rzucić odpowiednie zaklęcie, żeby odłożyć słoik bez narażania samej siebie na niebezpieczeństwo. – Był zły.
- Ja… nie pomyślałam – mruknęła cicho, patrząc na niego. Spłonęła rumieńcem, zawstydzona swoją głupotą. Wiedziała, że popełniła błąd. Po raz kolejny zapomniała o tym, że przecież może używać zaklęć i nie musi się martwić o konsekwencje, zwłaszcza w szkole. Patrzyła przez moment na mężczyznę, czując jak płonie ją ze wstydu.
- Nie pomyślałam? – prychnął rozjuszony. – Granger, czy ty naprawdę jesteś inteligentna czy może twoja opiekunka domu za bardzo cię zawsze chwaliła? – spytał chłodno, patrząc na nią. – Jesteś nieodpowiedzialna! Zamiast używać magii, postanowiłaś poskakać po stołach, nie zważając na to, że w każdej chwili możesz zlecieć. Granger, mam ważniejsze rzeczy na głowie niż sprawdzanie, czy nie zagrażasz sama sobie!
Zacisnęła zęby, wyraźnie zirytowana wrzaskiem mężczyzny. Przestała odczuwać strach czy wstyd. Czuła złość, bo potrafił ją tylko strofować, wytykać błędy, ale nigdy jeszcze jej nie pochwalił. Nie rozumiała dlaczego, przecież nie była w tym wszystkim aż taka zła.
- Nie jestem nieodpowiedzialna! – krzyknęła. W orzechowych oczach widać było gniew. – Robię wszystko to, co pan mi każe, każdy eliksir, każde kolejne, nawet najmniej logiczne zadanie! Nie mam życia towarzyskiego i nie spędzam czasu ze znajomymi, nie wiem nawet co się u nich dzieje i kłócę się z nimi częściej niż do tej pory, bo jestem tutaj, całymi dniami i nocami! A pan ma tylko do mnie pretensje, zawsze pretensje! Dlaczego nigdy nawet nie spróbuje pan mnie pochwalić? Jestem aż tak beznadziejna w tym, co robię? – spytała, patrząc na niego z mieszaniną żalu i gniewu. – Skoro jestem taka zła to dlaczego nic pan z tym nie zrobi? Może mnie pan przecież wymienić na jakiegokolwiek innego ucznia, lepszego ode mnie – rzuciła w końcu, patrząc na niego.
Wyrzuciła z siebie cały gniew i żal, jaki czuła od samego początku. Wszystko to, co dusiła w sobie przez cały ten czas w końcu znalazło ujście. Nawet nie zastanawiała się nad konsekwencjami, jakie mogą wyniknąć z tego wybuchu. To nie było ważne, bo w tamtej chwili liczyła się tylko ta dziwna lekkość, którą poczuła, gdy w końcu wszystko wypowiedziała. Wpatrywała się w niego, czekając na jakąś reakcję. Nie sądziła jednak, że aż tak go zaskoczy swoją złością.
Milczał, wpatrując się w nią czarnymi oczami.
- Wyjdź stąd, Granger – powiedział chłodno, a kiedy nawet nie drgnęła, spojrzał na nią ostrzej. – Granger, powiedziałem coś! Wychodź stąd! – Podniósł na nią głos, złapał ją za ramię i wyprowadził z pomieszczenia. – Wiesz, gdzie są drzwi. Nie musisz jutro przychodzić robić eliksir. Przyjdź tylko rano, wyspana i najedzona. Nie zapomnij o tym, bo pożałujesz swojej głupoty, Granger – powiedział chłodno. – A teraz do widzenia, Granger. Już cię nie widzę! – Znowu uniósł głos. Hermiona szybko złapała swoją torbę i wyszła, bez żadnego słowa pożegnania. Serce biło jej jak oszalałe.
Przy wyjściu z lochów minęła Malfoya, coś do niej mówił, ale ona nie zwróciła na to większej uwagi. Szła szybko. Była zła na siebie i na mężczyznę, za to, jak ją potraktował. Dlaczego nawet wtedy, kiedy to ona przeszkadzała jemu, miała do siebie pretensje za złe zachowanie? Przecież powiedziała prawdę, wszystko to, co czuła, co leżało jej na sercu, co sprawiało, że miała już dosyć, mimo iż był to dopiero wrzesień.

***

Wpatrywał się w drzwi, za którymi przed chwilą zniknęła dziewczyna. Była najbardziej krnąbrną osobą, jaką do tej pory spotkał, a sądził, że po Potterze i młodym Malfoyu na nikogo gorszego trafić nie może. Oddychał szybciej, targany gniewem i emocjami, z którymi nigdy wcześniej nie miał do czynienia. Był na nią zły, bardzo zły, ale nie zmieniało to faktu, że, mimo jego potwornej irytacji, dziewczyna w jakimś stopniu miała racje.
Jej słowa, tak dobitnie podkreślające to, co czuje, raz po raz obijały się o ścianki jego umysłu, powracając ze zdwojoną siłą. Miała rację, ale nie zmieniało to faktu, że nie miała pojęcia co się dzieje i dlaczego on zachował się tak, jak się zachował. Ona nie mogła wiedzieć, bo to jej nie dotyczyło. Dotyczyło jego, Malfoya i całej tej chorej sytuacji, w jakiej wszyscy czarodzieje się znaleźli, z nim i jego chrześniakiem na czele. Wiedział, że nie może dopuścić do tego, aby ktokolwiek dowiedział się czegokolwiek wcześniej niż to się powinno stać.
Musiał ochłonąć. Musiał uspokoić oddech i myśli, usunąć całe to wydarzenie z umysłu. Szybkim krokiem przeszedł przez pomieszczenie i wyciągnął dużą, kamienną misę. Myślodsiewnię. Sięgnął po różdżkę i spokojnie przelał swoje myśli i wspomnienia do pojemnika. Wiedział, że wieczorem powróci do tego, ale wtedy na spokojnie będzie mógł wszystko przeanalizować, bez zbędnych emocji, jakie towarzyszyły mu w danym momencie.
Odwrócił się, słysząc natarczywe pukanie do drzwi.
- Wchodź, Malfoy – powiedział chłodno, wciąż pozostając po drugiej stronie pomieszczenia. Odłożył Myślodsiewnię, aby chłopak przypadkiem do niej nie zajrzał.
Drzwi otworzyły się i do środka wszedł Draco Malfoy. Spojrzał na ojca chrzestnego spojrzeniem chłodnym i beznamiętnym, z delikatnym, ale kpiącym uśmiechem na ustach.
- Co tym razem zrobiłeś Granger, że gnała stąd jakby gonił ją sam Czarny Pan? – spytał, mimo iż wiedział, że jego pytanie jest nie na miejscu i w ogóle nie powinno paść.
Severus odwrócił się powoli w jego stronę i zrobił dwa kroki do przodu. Czarne oczy były beznamiętne, spojrzenie było wbite w blondyna i każdy normalny człowiek już dawno by się ugiął pod jego wpływem. Ale nie Draco.
- Nic, co powinno cię interesować. – Niemalże zawarczał, patrząc na podopiecznego. – Zajmij się lepiej swoimi sprawami i oczyszczaniem umysłu, bo już na korytarzu mogłem wejść w twój umysł. A ponoć Bellatrix cię uczyła Oklumencji – zakpił.
Blondynowi zrzedła mina, kiedy usłyszał słowa mężczyzny. To prawda, cały szósty rok był najlepszy w Oklumencji, nawet Severus nie mógł zajrzeć w zakamarki jego umysłu, a teraz mógł w nim czytać niczym w otwartej księdze. Malfoy wiedział czym to jest spowodowane, próbował z tym walczyć, ale szło mu to równie opornie, co Longbottomowi eliksiry. Stalowo szarymi oczami spojrzał na swojego ojca chrzestnego, zaciskając zęby. Był zły, ale nie wiedział na kogo bardziej.
- Dobrze zdajesz sobie sprawę z tego, że jeśli to wszystko ma wyjść, to nie możesz nikomu pozwolić przedostać się do twoich wspomnień, bo nie tylko ciebie zamordują, ale również mnie i całą resztę osób, które są w to zamieszane. – Severus ciągnął, nie zrażony spojrzeniem swojego chrześniaka. – Chcesz żeby zamordowali twoją matkę? Przyjaciół? Znasz Bellatrix, ona nie ma skrupułów, nawet dla twojej matki nie będzie ich miała. Tego chcesz? Żeby twoi bliscy umierali w katuszach? – Głos Severusa był chłodny i otrzeźwiający. To, co Draco usłyszał podziałało na niego jak kubeł zimnej, wręcz lodowatej wody.
- Dobrze wiesz, że nie chcę! – Uniósł głos. – Wiem, że muszę to zrobić, wiem, że muszę zablokować umysł i wiem co się stanie, jeśli chociaż malutka informacja wyjdzie na światło dzienne! – Patrzył na niego. Dopiero te słowa sprawiły, że Draco poczuł niewyobrażalny strach przed tym, jakie mogłyby być konsekwencje.
- Zrobię wszystko – powiedział w końcu, mierząc nauczyciela spojrzeniem. Przez moment był niemalże pewien, że Severus się uśmiechnął, ale to przecież było niemożliwe, on nigdy się nie uśmiechał.
- Nie ma innej opcji, Draconie – odparł, sięgając po różdżkę. – Zaczniemy od ćwiczeń, przygotuj się – rzucił, ale nie dał chłopakowi czasu na przygotowanie. Wyciągnął różdżkę przed siebie i powiedział głośno: - Legilimens!
Wdarcie się do umysłu blondyna było prostsze niż odebranie dziecku lizaka. Severus nie pokazał gniewu. Jak mógł tak łatwo dać się podejść? Mężczyzna bez problemu przeczesywał umysł swojego chrześniaka, ale był coraz bardziej zaskoczony uczuciami, jakie nim targały. Nie spodziewał się tego po nim. Zacisnął zęby, gdy w myślach i wspomnieniach blondyna pojawiła się Hermiona Granger. Przewijała się przez większość wspomnień, do których mężczyźnie udało się dotrzeć, ale w końcu blondynowi udało się wypchnąć go ze swojego umysłu. Wykorzystał jednak do tego wszystkie siły, jakie miał, więc kiedy Severus ponownie na niego spojrzał, Draco klęczał na podłodze i szybko oddychał.
- To ostatnie wspomnienie… - zaczął powoli Severus, wciąż mając przed oczami obraz poprzedniego wspomnienia – piętnastoletniej Granger na balu bożonarodzeniowym, w parze z Wiktorem Krumem. Czuł również uczucia, które targały Draconem i był zaskoczony, że wśród nich była… zazdrość[1]!
- Nie ważne – uciął szybko i podniósł się z podłogi, wciąż dysząc. Obrzucił nauczyciela nieprzyjemnym spojrzeniem. – Ćwiczmy dalej.
- Twój wybór. – Przez moment Severus wyglądał jak ktoś, kto zaraz wzruszy ramionami, ale ostatecznie jednak tego nie zrobił. Wziął różdżkę i znowu rzucił zaklęcie.
Jeszcze siedem razy wtargnął w umysł siedemnastolatka, nim udało mu się zablokować zaklęcie. Przez te siedem razy Severus dowiedział się o swoim chrześniaku więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Sam nie wiedział co ma o tym wszystkim myśleć. Wszystko układało się w całość, dopiero teraz, odkryte przez przypadek. Kiedy za dziewiątym razem Draconowi w końcu udało się zablokować umysł, oboje mieli dosyć. Ani zaglądanie do umysłu, ani jego blokowanie nie było czynnością łatwą, prostą i przyjemną. Dla obu stron było to wyczerpujące zadanie.
Stali, wpatrując się w siebie. Draco był lekko pochylony i opierał dłonie na udach, oddychając szybko i płytko, jak po przebiegnięciu całego maratonu. Severus stał dumnie wyprostowany, a w jego oczach czaiła się tajemnica. Nidy nie można było wyczytać nic z jego oczu, ruchów, z jego postawy. Był najbardziej enigmatyczną osobą, jaką można było w życiu sobie wyobrazić. Draco spojrzał na swojego ojca chrzestnego, unosząc głowę do góry. Za długie jasne włosy wpadały mu do szarych oczu, ale on zdawał się w ogóle tym nie przejmować.
- Wystarczy – wychrypiał w końcu, starając się uspokoić oddech. Odkaszlnął.
- Chcę cię widzieć tutaj codziennie o tej samej porze, Draco – powiedział spokojnie, patrząc na niego bez mrugnięcia. – Nie próbuj szukać wymówek, bo to może się skończyć źle nie tylko dla ciebie, ale dla nas wszystkich, łącznie z twoją matką – dodał ze złością.
Szczęście i życie Narcyzy było dla Dracona najważniejsze i Severus doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego za każdym razem wyciągał ten argument, wiedząc, że chłopak zrobi wszystko, by jego matka była szczęśliwa. I żywa. Spokojnie opuścił rękę z różdżką, widząc rozgniewaną twarz chrześniaka.
- I co, dziennie będziesz wypuszczał wcześniej Granger? – zakpił, starając się zamaskować prawdziwe uczucia tym, co wychodziło mu najlepiej – złością i niechęcią, kpiną.
- Nie kpij. Tak, będę ją dziennie wcześniej wypuszczał, a jak przyjdzie co do czego, to będę kazał jej zostawać dłużej. Może wtedy jakoś zareagujesz i zaczniesz ćwiczyć tak, jak tego od ciebie wymagam. Chyba nie chcesz, żeby Granger dowiedziała się co naprawdę do niej czujesz, prawda – Jego uśmiech, chociaż ledwo widoczny był przepełniony złośliwością i chamstwem. – Ciekawe co by powiedziała, gdyby wiedziała, że wciąż o niej myślisz… - zaczął powoli.
- Zamknij się! - krzyknął Draco, patrząc na Mistrza Eliksirów. Zacisnął pięści, miał ochotę rzucić się na mężczyznę. – Zamknij się i nigdy więcej o tym nie mów! Nie w ten sposób!
- Zważaj na słowa, Malfoy – powiedział chłodno. – I ochłoń. A teraz wyjdź – Mówiąc to, wskazał dłonią na drzwi. Draco obrzucił go niechętnym spojrzeniem, pełnym nienawiści, ale wyszedł bez słowa, zamykając za sobą drzwi z trzaskiem.
Oboje mieli dużo do przemyślenia.

***

Z Wielkiej Sali napływały zapachy trwającej kolacji, a także gwar rozmów uczniów ze wszystkich domów. Przy wyjściu z lochów Hermiona zwolniła, żeby uspokoić się i wyrównać oddech. Wszystko to, co wydarzyło się na szlabanie, cała ta kłótnia ze Snapem, nigdy nie powinna się wydarzyć, a ona doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nie mniej jednak wiedziała, że teraz niczego już nie zmieni. Wyrzuciła z siebie wszystko to, co ją gryzło, co sprawiało, że nie potrafiła spokojnie spać i normalnie funkcjonować.
Wzięła jeszcze jeden głębszy oddech i weszła do Wielkiej Sali na kolację. Jej znajomi, prócz Ronalda, siedzieli przy stole Gryffindoru i jedli. Dziewczyna szybko przebiegła wzrokiem po stole Slytherinu, by sprawdzić, czy Blaise jeszcze tam siedzi.
Siedział. Spojrzał na nią pytająco, ale ona tylko nieznacznie pokręciła głową.
Usiadła przy swoim stole – jak zwykle - naprzeciwko Ginny i Harry’ego. Rudowłosa spojrzała na nią, marszcząc czoło, ale nie odważyła się zadać żadnego z pytań, które krążyły jej po głowie. Wiedziała, że nie powinna, nie tu i nie przy tych wszystkich ludziach. Hermiona uśmiechnęła się tylko do nich i zabrała za jedzenie. Chciała jak najszybciej zjeść i iść do Pokoju Życzeń, gdzie w końcu będzie mogła na spokojnie porozmawiać z kimś, kto jest bardzo postronnym obserwatorem. Tego właśnie potrzebowała.
Ginny była inteligentna, rozmowna i bystra, ale była także subiektywna i zbyt zainteresowana życiem innych. Harry był zbyt zajęty swoimi sprawami, a Ronald był Ronaldem. Tak naprawdę tylko Blaise mógł jej pomóc, wyjaśnić kilka spraw i wysłuchać, nie rzucając przy tym żadnych kąśliwych uwag. Doskonale zdawała sobie sprawę, że właśnie tego w tej chwili najbardziej pragnęła.
- Szybko skończyłaś szlaban – zauważył Harry, przyglądając się przyjaciółce przez moment. Hermiona tylko wzruszyła ramionami.
- Cóż, spędziłam tam dzisiaj więcej czasu niż bym chciała, więc w sumie cieszę się, że nie muszę już z nim siedzieć, bo chyba w końcu bym oszalała – zaśmiała się nerwowo. – Zresztą, muszę jeszcze coś załatwić, więc musiałabym go chyba błagać, żeby mnie wcześniej puścił – mruknęła i spojrzała na Harry’ego.
Rzucił jej dziwne spojrzenie i tylko pokiwał głową.
- Co musisz załatwić? – spytała Ginewra, zupełnie ignorując karcące spojrzenie Wybrańca. Hermiona przewróciła oczami.
- Coś. A skoro nie mówię co, to znaczy, że nie mogę ci tego powiedzieć. Albo nie chcę. Coś w tym guście –uśmiechnęła się i dokończyła jedzenie kolacji. Chciała choć chwilę odpocząć, zanim wpadnie w szaleńczy wir pytań Blaise’a Zabiniego.
Ginewra uniosła brew, wyraźnie się nachmurzając. Wydęła wargi, patrząc na przyjaciółkę. Nie rozumiała, dlaczego dziewczyna nie chce jej powiedzieć prawdy. To było dziwne, jak mogła coś przed nią ukrywać? Zmarszczyła brwi.
- Nie patrz tak, nie powiem ci. Nie teraz, nie tutaj, nie dzisiaj – rzuciła, napiła się soku dyniowego i wstała. – Do zobaczenia jutro.
- Jutro? Dopiero jutro? – spytała Ginny, zanim zdążyła ukryć rozczarowanie. Hermiona roześmiała się radośnie.
- Tak, dopiero jutro. Coś czuję, że dzisiaj nie wrócę do dormitorium – odparła i mimowolnie się zarumieniła.
Harry się zakrztusił, a Ginny ze zdziwienia otworzyła usta i bezmyślnie gapiła się na starszą koleżankę. Hermiona nie wracająca na noc do dormitorium? Mająca tajemnice? Co takiego się wydarzyło, że brunetka tak bardzo się zmieniła? Już nie była tą poprawną do bólu panią prefekt, teraz w ogóle nie przypominała samej siebie. Prawdę mówiąc, Hermiona sama była zaskoczona swoją pewnością siebie, tak bardzo do niej niepodobną. Uśmiechnęła się jednak do nich.
- Do zobaczenia – rzuciła i wyszła.
Spojrzała jeszcze tylko wymownie w stronę ciemnoskórego młodzieńca przy stole Slytherinu, kiwnęła nieznacznie głową i opuściła pomieszczenie. Blaise nawet nie odczekał chwili, podniósł się ze swojego miejsca i ruszył do wyjścia spokojnym krokiem, nie dając po sobie niczego poznać. Tylko Ginny w jakiś sposób to ze sobą skojarzyła i jeszcze bardziej się naburmuszyła, zdając sobie sprawę, że nie ma pojęcia o co może chodzić. Ta dwójka miała ze sobą jakieś tajemnice? Sprawy prywatne? W dodatku mieli spędzić razem noc?
Z bezsilności zacisnęła dłoń w pięść i opuściła głowę, wbijając wzrok w talerz.
Cholera, cholera, cholera.
Właśnie poczuła zazdrość.

***

Hermiona nawet się nie zatrzymywała, nie czekała na niego. Szła spokojnie w stronę Pokoju Życzeń. Do pokonania miała aż siedem pięter, co oznaczało sporą ilość schodów. Miała dzięki temu chwilę czasu, żeby jeszcze raz na spokojnie, przemyśleć to, co wydarzyło się niespełna pół godziny wcześniej. Znów przetwarzała w umyśle wydarzenie i to, jak naskoczyła na mężczyznę. Od razu robiło jej się słabo na samo wspomnienie jej głupoty. Jak mogła to zrobić? Jak mogła tak na niego napaść bez powodu? Zganiła się w duchu za własną głupotę i lekkomyślność. Gdyby chociaż raz w życiu ugryzła się w język!
Blaise dogonił ją na trzecim piętrze. Nie złapał jej za ramię i nie zatrzymał, po prostu dorównał jej kroku. Spojrzał na nią i uśmiechnął się, widząc jej zaciętą minę.
- Co zrobiłaś, że tak szybko wróciłaś z tego szlabanu? – spytał, a w jego głosie było słychać autentyczne zainteresowanie.
- Nie tutaj, Blaise – westchnęła, wiedząc, że nie uniknie odpowiedzenia na to pytanie. Z Zabinim to wszystko nie było takie łatwe. On był uparty i nie dawał się zbyć, nawet jeśli ktoś próbował za wszelką cenę to zrobić. Spojrzała na niego – Obiecuję ci, Blaise, porozmawiamy później. Nie tutaj, bo to nie jest odpowiednie miejsce. I czas – powiedziała, tym samym ucinając temat. Pokręcił głową.
- Szybko pokonałaś te schody – powiedział, zgrabnie zmieniając temat. Uśmiechnęła się mimowolnie i znów spojrzała przed siebie.
- Nie szybciej niż ty. Ale co się dziwić, dwa metry wzrostu, długie nogi… Szybko ci poszło – odparła z lekkim rozbawieniem, uśmiechając się. Jej uśmiech, taki szczery i prawdziwy, był zaraźliwy i już po chwili Blaise również się uśmiechał.
- Dwa metry i pięć centymetrów – odparł z dumą, na co Hermiona przewróciła oczami. – No co? – dodał głupio, patrząc na jej rozbawioną minę.
- Tak sobie myślę, że przy twoich dwóch metrach to biedna Ginny będzie potrzebowała jakiejś drabiny, żeby się chociaż do ciebie przytulić… Ona i jej metr pięćdziesiąt… - powiedziała wesoło.
Zaśmiał się, rozumiejąc o co jej chodzi.
- Już tak nie przesadzaj, że dziwnie to wygląda – powiedział rozbawiony. – Poza tym maleństwo jest fajne, mając tyle wzrostu. Wyższa już nie byłaby tą samą Ginny – uśmiechnął się szelmowsko.
- No jasne, jasne. Bo gdyby była wyższa, to już nie byłaby maleństwem… Ale wiesz, że ona się denerwuje, kiedy mówisz o jej wzroście? Jest bardzo wyczulona na tym punkcie i nie sądzę, by to się kiedykolwiek miało zmienić – powiedziała. Coraz mniej dzieliło ich od Pokoju Życzeń, a co za tym idzie – od poważnej rozmowy, nie mającej nic wspólnego ze związkiem czy przyjaźnią między Ginny a Blaisem.
- Wiem, że się złości, już zdążyłem się przekonać – mrugnął do niej porozumiewawczo.
Wchodząc do Pokoju Życzeń, żadne z nich nie zauważyło obserwujących ich stalowoszarych oczu.



[1]                      Wątek ten jest jak najbardziej prawidłowy i nie ma żadnego odstępstwa od kanonu, powiem JK Rowling w jednym z wywiadów przyznała, że Draco Malfoy czuł do Hermiony coś, co z nienawiścią miało niewiele wspólnego. Miało to być pewne odzwierciedlenie miłości Severusa do Lily. Jako iż ten drugi wątek u mnie NIE WYSTĘPUJE to postanowiłam skorzystać z pierwowzoru.